poniedziałek, 22 grudnia 2014

Cienie pod oczami. Mocno kryjący korektor, jak nakładać, jak uniknąć zbierania w zmarszczkach.








Dzisiaj trochę o zakrywaniu mocnych cieni pod oczami. Często dostaje od Was pytania o właściwy korektor, ale niestety muszę powiedzieć, że znalezienie najlepszego produktu to tylko połowa sukcesu.
Bardzo, bardzo ważnym aspektem jest bowiem aplikacja. Jeśli nie mamy dużych problemów oczywiście zwykłe roztarcie korektora pod oczami pomoże, jednak kiedy zależy nam na kryciu, trwałości i naturalnym wyglądzie, trzeba czegoś więcej.

Najważniejszą rzeczą często okazuje się nawarstwienie produktów, właściwe połączenie ich ze skórą oraz utrwalenie.
Dobrze wiedzą o tym dziewczyny, które pomimo stosowania mocnego korektora często spoglądają w lusterko aby dokonać poprawek czy zetrzeć nadmiar zebrany w zmarszczkach.
Zdarzało mi się pracować z dziewczynami, mającymi z cieniami duże problemy. Jeśli chcemy w takim wypadku wykonać mocniejszy makijaż oka, zwykłe przetarcie nawet najbardziej kryjącym korektorem pod oczami nie będzie wystarczyło.
Jeśli jednak zrobimy to w odpowiedni sposób, nasz makijaż w tym miejscu przetrwa nawet 12 godzin.









Jeśli dobrze nałożymy korektor pod oczy:


  • nie będzie podkreślał zmarszczek
  • nie będziemy musiały poprawiać go w ciągu dnia
  • nie musimy przecierać do placami w ciągu dnia i nakładać ponownie
  • nie będzie sprawiał że skóra będzie wyglądać gorzej wieczorem



Sama nie mam problemów z dużymi cieniami ale jeśli mam gorszy dzień, a mam zamiar wykonać np smoky eyes stosuję mój ulubiony sposób.

Od jakiegoś czasu łączę dwa produkty. Nie zawsze tak robiłam, ale uwielbiam ten patent i jeśli w swoich zbiorach posiadacie korektory płynne i te w słoiczkach, polecam Wam eksperymenty:D


W moim przypadku będą to:

ten kamuflaż Lumene (klik)
i ten niebieski korektor Lumene z ulubieńców (klik)




Dlaczego łączę te dwa produkty?

Chodzi mi o mix ich różnej konsystencji, dzięki której tworzymy coś co zachowuje się niestandardowo;)

Jak wiecie, korektory w słoiczkach mają to do siebie, że nie zmieniają konsystencji na skórze w znacznym stopniu. Nie zasychają i często są raczej tłuste aby zapewniać krycie ale nie przesuszać skóry. Te płynne często zasychają na skórze, utrwalając się i  wtedy rzadziej będą podkreślać załamania.
Dzięki połączeniu dwóch produktów mogę zwiększyć krycie, a całość dalej będzie lekko zasychać pod okiem i będzie bardziej trwała.
Do tego małego odkrycia doprowadziła mnie sytuacja, kiedy tylko te dwa produkty miałam pod ręką i chciałam trochę przyciemnić produktem w słoiczku ten pod oczy, bo był delikatnie za jasny.
Okazało się że taka mieszanka jest wręcz genialna więc polecam Wam eksperymentowanie z podobnymi produktami.

Oczywiście kolor też jest o wiele lepszy:).





Nakładam je pod oczy z pomocą pędzelka do cieni Anabelle Minerals. Wolę go od tego do korektora, bo jakoś łatwiej mi wklepać nim produkt dokładniej i dociskać. Właśnie to wklepywanie jest bardzo ważne, nie rozcieram go bowiem ale dociskam miejsce przy miejscu.

Tak nałożony produkt zostawiam do przeschnięcia i w tym czasie maluję rzęsy. Jeśli zależy Wam na mocnym kryciu, bo macie duże cienie albo wykonujecie smoky eyes, to najlepsza opcja.

Po chwili wracam pod oczy (będziecie wiedziały kiedy produkt lekko wysechł)  i znów delikatnie dociskam produkt, tym razem jednak tylko czystym opuszkiem palca. Tak sprawimy że finalnie wszystko lepiej stopi się ze skórą i delikatnie zbierzemy nadmiar bez strat w kryciu. Nie rozcieramy!:)






Pamiętacie paletkę cieni Mac z Hitów i Kitów (klik)?

Kolor Oh My Darling okazał się ledwie widocznym, lekko satynowym, transparentnym cieniem idealnym do utrwalania korektora pod oczami, dlatego na jego rzecz zrezygnowałam z pudrów. Te klasyczne, matowe nie sprawdzały się u mnie najlepiej ale bardzo lubiłam i nadal lubię Flawless Silk Powder z Lily Lolo.
Jeśli czujecie, że transparentne maty to nie to, dajcie szansę innym, może okaże się, że są o wiele lepsze.

Może macie jakieś wyjątkowo delikatne cienie w kolorze skóry, które są lekko transparentne, nie całkowicie matowe i na pozór były do niczego?:)


Mój puder/cień też nakładam opuszkiem. Jeśli robimy to na kimś innym lepiej będzie użyć gąbeczki. Tutaj znów ważne jest dociskanie. Musimy użyć troszkę więcej siły (to nie jest po prostu nakładanie pudru) aby stopił się z naszym korektorem. Chodzi o utrwalenie, nie o to, aby stworzyć widoczną warstwę produktu.
Upewnijmy się, że jest go dostatecznie dużo. Często popełniamy błąd chcąc nałożyć tylko minimum, kiedy musimy wyczuć, ile pudru nasz korektor może jeszcze przyjąć. Jeśli dobrze go zaaplikujemy, najprawdopodobniej będziemy potrzebować więcej niż zwykle.

Jeśli używałyśmy matu, być może na sam koniec będziecie chciały użyć utrwalającego sprayu. Przepis na taki wykonywany samemu znajdziecie tutaj (klik).


Niedługo pokażę Wam zdjęcia korektora pod wieczór, niestety teraz rozłożyła mnie grypa i na razie biuro dowodzenia jest w łóżku:)
Dobrze że post był gotowy już wcześniej:).

Czekam na Wasze patenty na cienie pod oczami!

Buziaki

Ala




sobota, 20 grudnia 2014

Lakiery i coś do ust...






Muszę przyznać że uwielbiam lakiery do paznokci i tych Wibo, miałam sporo jeszcze zanim dostałam od nich przemiłą przesyłkę:). Zwykle sięgam po ich lakiery kiedy mam ochotę na ciekawy kolor czy fakturę oraz trochę eksperymentów. Zdecydowanie ich niska cena sprawia, że często zdarza mi się wrzucić jakiś do koszyka i nosić na paznokciach do momentu, w którym nie skusi mnie inny odcień. Mam też parę kolorów do których wracam i dzisiaj w śród tych prezentowanych na zdjęciach też się takie znajdą.


Jakiś czas temu kupiłam kolor z serii Wow Granite Sand, w przesyłce znalazłam inne odcienie. Bardzo podoba mi się widoczny z lewej, chłodny nr 1, dalej jaśniejszy nr 2 i ostatni w szeregu nr 3.
Uwielbiam wszelkie piaskowe lakiery i mam ich w zbiorach sporo a te z Wibo lubię za wyczuwalną strukturę i całkiem duże (np w porównaniu do Paese) drobinki.


Między nie wkradł się ciemny lakier z innej ulubionej serii Wow Glamour Sand, czyli kolejny piaskowy lakier, tym razem z błyszczącymi drobinkami.






Taki lakier kupiłam kiedyś jeszcze w ramach starszej limitki, w innych opakowaniach i był to całkiem ciemny kolor. Tym razem wypróbowałam dwa; bordową trójkę i bardziej granatową czwórkę.

Ta czwórka podoba mi się najbardziej, na zdjęciach niżej widzicie jak ładnie opalizuje na zielono. Daje naprawdę 'kosmiczny' efekt, troszkę jak galaxy nails. Trójka to raczej nie mój kolor ale na paznokciach wygląda całkiem ładnie.





Piaskowe lakiery zyskały moją sympatię głównie dlatego, że nie wymagają takiej perfekcji w nakładaniu i nawet po paru dniach wyglądają dobrze. 
Jeśli coś się ukruszy, zupełnie tego nie widać a nawet większy błąd łatwo naprawić- pomalowany na nowo koniec stapia się idealnie z resztą 'chropowatej' płytki. U mnie wystarczyły dwie warstwy. 

Pod tym względem tak dobrze nie jest już z matowymi lakierami. Tutaj bardziej widać zadrapania i musimy bardziej się pilnować. 
Seria Chic Matte to właściwie matowe 'rodzynki' moich zbiorów, bo wyjątkowo rzadko sięgam bo matowe lakiery i zwykle sprawę załatwia matujący top coat. Ale dwa kolory bardzo przypadły mi go gustu, są to jasna dwójka i ciemna czwórka obie widoczne niżej.
Na końcu w rzędzie szóstka, która w naturze jest troszkę cieplejsza ale akurat mi nie przypadła do gustu.
Krycie jest dobrze, dwie warstwy zupełnie wystarczą.

Na samym dole jeszcze duety czyli Posh Box. Tutaj zdecydowanie niebieski najbardziej mi się podobał, ale generalnie lubię kobaltowe odcienie. Top coat zawarty w zestawie też wygląda całkiem fajnie, zamierzam wypróbować go na jasnych, naturalnych odcieniach.





Od lewej w pierwszym rzędzie: Wow Sand 1, 2, Chic Matte 4, 2 z transparentnym lakierem.
Wow Sand 3, Posh Box kobaltowy, Wow Glamour Sand 4, 3.
Lakiery kosztują około 8zł.




W paczce znalazły się też produkty do ust. Akurat szminki z Wibo zdarzało mi się kupować (lubiłam Elixiry), więc obecność nowej Glossy Temptation bardzo mnie ucieszyła.
Szminki są delikatne, nawilżające, przypominają raczej bardziej nasycone balsamy a konsystencja skojarzyła mi się ze szminkami Celia.
Mają ładny zapach i nie łamią się tak łatwo jak Elixiry, które lubiły totalnie się rozbabrać;). Sprawdziłam 3 ładne róże, które widzicie na zdjęciach:

od lewej nr 3, 5, 6.

Szminki kosztują około 7zł i jeśli szukacie czegoś lekkiego, delikatnego i przyjemnego na pewno warto na nie zerknąć. Nie wysuszają i nie podkreślają zbytnio suchych skórek:).





Lip Lacquery chciałam sprawdzić jakiś czas temu, ale później nie mogłam ich znaleźć. Zacznijmy może od wad i przejdźmy do zalet:).
Na pewno musimy trochę napracować się przy równej aplikacji. Aby pokryć całe usta, potrzebujemy dwóch podejść, po przeschnięciu pierwszej warstwy. Kolory są bardzo intensywne, ale same lakiery dość nawilżające i nie kryją w 100%. Niestety, jeśli nie położymy ich równo mogą tak samo schodzić z naszych ust.

Plus za niewysuszanie ust, obłędny zapach, oraz to, że są w stanie pokryć nawet wnętrze ust. Dokładnie nie wnętrze, ale miejsce w którym często żadne szminki już mi się nie trzymają:)).
Po nałożeniu nie doskwiera nam uczucie ściągnięcia, ale lakiery nie wytrzymują 8 godzin i wymagają poprawek.

Kosztują 10zł i można kupić je jeszcze w sklepie internetowym (klik).Swoją drogą to dobry sposób na odnalezienie produktów, które z Rossmanów dawno poznikały:).







Niżej na ustach w pierwszym rzędzie szminki Glossy Temptation: 6, 5, 3.
Lakiery: 3, 1, 2.






Jestem ciekawa czy też posiadacie jakieś lakiery tej firmy i które kolory (lakierów lub produktów do ust) są najbardziej 'Wasze':).

Jutro zdradzę Wam mój sposób na maskowanie cieni pod oczami, mam nadzieję że taki patent się przyda:)

Jeśli macie pytania piszcie!

Buziaki

Ala




czwartek, 18 grudnia 2014

Zaoszczędzisz czas dzięki tym kosmetykom do makijażu:)

 






Istnieją takie kosmetyki do makijażu, które mogą bardzo przyśpieszyć jego wykonywanie. 
Z ich pomocą pomalujemy się niemal ekspresowo, co oczywiście bywa ważne, szczególnie rano, lub w innych momentach dnia kiedy się śpieszymy.
W moim wypadku to, co najbardziej przyśpiesza cały proces, to produkty w sztyfcie.
Moimi ulubionymi są podkłady, bo to właśnie ich nakładanie zajmuje dosłownie chwilkę. Parę przeciągnięć i jesteśmy gotowe do wyjścia...





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...