czwartek, 27 listopada 2014

Jak poprawić makijaż.








Wczoraj jedna z Was napisała:

A może jakiś pościk jak szybko naprawić błędy w makijażu, zrobione przypadkiem? Na przykład: zaraz trzeba wyjść, nakładam makijaż a tu: osypie się cień, tusz odciśnie się na górnej powiece na makijażu, na policzkach nałożę za dużo różu, a podkład podkreśli zmarszczki mimiczne lub suche skórki... wiem najlepiej zmyć i zrobić jeszcze raz makijaż, ale czasem wypadek jest przed samym wyjściem:) No i jak usunąć osypany cień, żeby się w pandę nie zamienić?;)

Zaczniemy więc od nieudanej kreski:). To co robimy na samym początku to przygotowujemy patyczek higieniczny. Jeśli chcemy być bardziej precyzyjne być może będziemy chciały oderwać trochę włosków z góry. Wtedy koniec będzie trochę ostrzejszy. Jeśli chcemy po prostu zetrzeć nieudany koniec, nie musimy być tak dokładne. Ale często aby podnieść jaskółkę wystarczy umiejętnie zetrzeć kreskę by potem mieć o wiele łatwiejsze zadanie.






To patent który wykorzystywałam zawsze kiedy uczyłam się malować kreski.
Nasz patyczek moczymy w podkładzie i zmazujemy nim koniec kreski, przejeżdżając od kącika w kierunku brwi, najlepiej pod takim kątem pod jakim ma padać nowa końcówka.

Dzięki podkładowi nie musimy już nic nakładać, ułatwia on też zmazanie kreski. Jeśli podkładu nie nosimy możemy użyć micela, ale tutaj ostrożnie z ilością aby za bardzo nie rozpuścił reszty naszej kreski.




W taki sam sposób możemy wykorzystać patyczek kiedy w trakcie malowania ust popełnimy mały błąd. Wtedy na sam koniec, ostry kontur możemy jeszcze poprawić ostrym pędzelkiem zamoczonym w podkładzie.

Patyczki higieniczne to na pewno coś, co zawsze warto mieć przy sobie. Może nam pomóc pozbyć się tego, co odbiło się ponad załamaniem,  wystarczy że nałożymy na niego odrobinę użytego w tych okolicach cienia czy puder.





Jednak zdecydowanie najtrudniejszym przypadkiem jest odbity na powiece tusz. Skończyłyśmy makijaż a tu klops. Pół biedy jeśli ograniczał się do kreski, ale jeśli poświęciłyśmy dużo czasu na misterne cieniowanie, jesteśmy załatwione;). Choć może nie do końca.
Na pewno musimy poczekać aż tusz całkowicie zaschnie. Wtedy o wiele łatwiej będzie 'oderwać go' od skóry i mamy gwarancję że nie rozetrzemy go bardziej.


Mi zawsze w takich sytuacjach pomagał niewielki, ale sztywny pędzelek. Może być taki jak ten do brwi. Sama mam takich więcej i zauważyłam, że właśnie z ich pomocą najlepiej jest ściągnąć zaschnięty tusz z powieki. Końcówką staramy się zaczepić czarne plamki i delikatnie szczotkujemy. Oczywiście musimy być ostrożne i bardzo bardzo delikatne, a późnej lekko poprawić cień.
Na szczęście jednak takie wpadki zdarzają się rzadko.

Czasem działa pokrycie plamek cieniem, tutaj wiele zależy od tego jakiego koloru użyłyśmy. Możemy też sorbować zakryć cieniem jeszcze świeży tusz- jeśli plamka jest pojedyncza to bardziej opłacalny sposób;).








Obsypanych pod oczami cieni pozbędziemy się ścierając je wacikiem z odrobiną użytego w tych miejscach korektora czy podkładu. To najlepszy sposób na to by całkowicie je zetrzeć, jeśli nie nakładałyśmy pudru pod oczami. Później musimy dołożyć jeszcze odrobinę produktu ale o cieniach możemy zapomnieć.






Ten sam patent sprawdza się kiedy nałożymy za dużo różu. Czasem sprawa jest do uratowania samym wacikiem, czasem pomoże dodanie pudru, czasem podkładu. To zależy od makijażu i rodzaju skóry oraz stopnia naszego przewinienia:).
Często pomaga też użycie czystego pędzelka flat top i delikatne ścieranie z jego pomocą nadmiaru kosmetyku.

A jak wyglądają Wasze sposoby na poprawki makijażu? Możecie coś jeszcze podpowiedzieć?
Co same stosujecie i jakie wpadki najczęściej Wam się zdarzają? Dajcie znać!
Niżej jeszcze zdjęcie makijażu jaki robiłam ostatnio. Niedługo, bo dokładnie w niedzielę czeka nas bardzo fajny konkurs :)

Buziaki

Ala




środa, 26 listopada 2014

Czy czerwona szminka pomniejsza usta? Stylizacja dla Pandory.







W dzisiejszym poście będzie coś jeszcze oprócz makijażu i bardziej teoretycznych zagadnień:). Przy okazji chciałam pokazać Wam zdjęcia, które wykonywałam dla PANDORA z okazji debiutu ich nowej, świątecznej kolekcji. Będzie też o czerwonych ustach i o tym, jak dany kolor wpływa na ich wielkość.
Najpierw zajmiemy się makijażem, a potem stylizacją i zdjęciami:). Oczywiście, zapraszam Was też do zobaczenia wczorajszego postu z filmikiem (klik). 






Jak to właściwie jest z tymi czerwonymi szminkami? Wiele z nas słyszało, że czerwone odcienie potrafią pomniejszyć usta, myślę też że wiele z Was po wstępnych próbach mogło potwierdzić tą teorię. Jednak od czego tak naprawdę to wszystko zależy?



  • rozmiar ust- dokładnie to, czy są wąskie czy nie. Pewnie na wielu zdjęciach zauważyłyście, że duże usta ciężko pomniejszyć nawet bardzo ciemnym czy intensywnym odcieniem czerwieni. Za to wąskim zrobić to jest o wiele łatwiej i musimy być bardziej ostrożne.



  • 'jasność' naszej szminki. Jasne, czerwone szminki wcale nie muszą pomniejszać ust. Ale ciemniejsze odcienie niestety mają taką moc, szczególnie jeśli spełniamy wymagania punktu wyżej.



Mamy więc dwa czynniki: kształt naszych ust i odcień szminki. Jeśli właściwie je ocenimy, najprawdopodobniej będziemy mogły uniknąć optycznego zmniejszenia, jeśli właśnie tego się obawiamy. To może mieć znaczenie i wpływ na ogólny wyraz twarzy. Jeśli nasze usta z natury są wąskie, podkreślenie ich ciemną czerwienią stworzy wrażenie linii, jakby zaciśniętych ust, w niektórych przypadkach może sprawiać, że nasza twarz będzie mniej 'pogodna'.

Kiedy wiemy już, że powinnyśmy szukać raczej jaśniejszych czerwieni, warto zwrócić uwagę na intensywność koloru. Im większa, a kolor bardziej czysty, tym bardziej powiększy usta.

Ale oczywiście, intensywność zależy też od tego, w jakich okolicznościach chcemy nosić czerwone usta i w jakiej wersji lepiej się czujemy. Możemy wybrać tint i nosić go w bardziej lub mniej transparentnej wersji dozując ilość, możemy wybrać błyszczyk lub delikatniejszą szminkę.






Bywa, że duże znaczenie ma też wykończenie użytego kosmetyku. Błyszczyki mogą bardziej powiększyć usta, czasem sprawdzają się też lśniące szminki. Jeśli jednak potrzebujemy wyraźniejszego podkreślenia konturów ust, lepsze będą matowe szminki bo właśnie w ich wypadku kontur nie ginie tak, jak może przy błyszczykach.

Wyżej parę przykładów kolorystycznych:). Pewnie bez problemu wskażecie ciemniejsze odcienie, które potencjalnie mogą działać na niekorzyść przy wąskich ustach.

Jestem ciekawa jak działa na Waszych ustach czerwień i z jakich powodów zdarza Wam się z niej rezygnować czy po nią nie sięgać.






Choć jeśli chodzi o temperatury, robi się bardziej zimowo, znów muszę stwierdzić, że jesienne klimaty to zdecydowanie moja bajka:). Żałuję że minął już najpiękniejszy moment w którym większość drzew zrzucała liście. Oczywiście, nie mogę doczekać się świąt i pomysł wybierania prezentów już trochę za mną chodzi...

Niżej możecie zobaczyć efekty pracy nad sesją dla PANDORA. Tym razem miałam okazję fotografować i przymierzać piękną kolekcję w granatach, opierającą się na motywie gwiazd. Choć bransoletki z 'gwieździstymi' elementami bardzo mi się podobały, zdecydowanie najbardziej urzekły mnie... kolczyki oraz pierścionek, czyli najbardziej lśniące elementy kolekcji.


Jeśli macie jakieś pytania piszcie koniecznie:)


Buziaki

Ala




wtorek, 25 listopada 2014

Olejek Marula. Jak rezultaty u mnie?








Dzisiaj trochę o oleju, którego działanie sprawdzam na sobie od jakiegoś czasu. Nie jest to wielka nowość, bo wiele z Was pewnie już czytało lub słyszało o olejku Marula.  Oprócz własnych testów, dokopałam się jednak do badań i dowiedziałam trochę więcej o tym jak jest wykorzystywany w swoim 'rodzimym kraju';). Do tego filmik:). Wreszcie znów udało mi się coś nagrać. Tym razem lepiej było mi opodiwadać o swoich wrażeniach niż je opisywać...  Jeśli jesteście ciekawe jak marula działał na moją skórę i czy jestem tak zachwycona jak inne dziewczyny, zobaczcie film:






Mój olej to nierafinowany, tłoczony na zimno olejek z pestek drzewa Marula. Drzewo to rośnie głównie w południowej Afryce i właśnie tam jest wykorzystywane przez jej rdzennych mieszkańców w różnych celach.

Kora drzewa służy do leczenia chorób natury bakteryjnej, olej wykorzystywany jest do leczenia ran, oparzeń, ale co ciekawe, pełni też funkcję konserwantu przy suszeniu mięsa.


Posiada więcej kwasu oleinowego (70-78%) niż olej arganowy i jest trochę lżejszy. Zawiera wit. E, katechiny, flawonoidy, charakteryzuje się dużą stabilnością. Gdyby tylko cena była przystępniejsza, mógł by być idealnym olejkiem sałatkowym;).

Pachnie łagodniej niż arganowy, ale przypomina go 'strukturą' i kolorem. W moim przypadku jednak trochę mocniej nawilża.





Oceniam olejek firmy Your Natural Side. O jej wyborze przesądziła możliwość zakupu olejku stacjonarnie w Krakowie, bo akurat zakupów internetowych nie planowałam.
Nie będę się więc wypowiadać o olejku generalnie, bo jak wiemy, bywają lepsze i gorsze;). Na razie nie mam porównania z innymi markami, ale pewnie z czasem dam im szansę.
Olejek możecie kupić tutaj (klik) (klik) (klik). Ceny zależnie od ilości są oczywiście różne.








Przejdźmy jednak do najbardziej interesujących szczegółów. Jak sprawdził się u mnie ten olej?


Nie ukrywam że trochę liczyłam na te antybakteryjne właściwości. Może nawet na szybciej gojące się niedoskonałości czy ranki. Niestety, już na samym początku muszę stwierdzić, że w tej kwestii cudów nie doświadczyłam. Olejek owszem łagodził zmiany, koił i troszkę 'leczył' ale mogę wymienić inne produkty które w moim przypadku pod tym względem działały lepiej.


O tym właśnie mówię w filmiku. Jestem ciekawa jak sprawdzał się u Was, czy jesteście zadowolone?
Ile z Was już go testowało?

Buziaki

Ala




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...