wtorek, 25 listopada 2014

Olejek Marula. Jak rezultaty u mnie?








Dzisiaj trochę o oleju, którego działanie sprawdzam na sobie od jakiegoś czasu. Nie jest to wielka nowość, bo wiele z Was pewnie już czytało lub słyszało o olejku Marula.  Oprócz własnych testów, dokopałam się jednak do badań i dowiedziałam trochę więcej o tym jak jest wykorzystywany w swoim 'rodzimym kraju';). Do tego filmik:). Wreszcie znów udało mi się coś nagrać. Tym razem lepiej było mi opodiwadać o swoich wrażeniach niż je opisywać...  Jeśli jesteście ciekawe jak marula działał na moją skórę i czy jestem tak zachwycona jak inne dziewczyny, zobaczcie film:






Mój olej to nierafinowany, tłoczony na zimno olejek z pestek drzewa Marula. Drzewo to rośnie głównie w południowej Afryce i właśnie tam jest wykorzystywane przez jej rdzennych mieszkańców w różnych celach.

Kora drzewa służy do leczenia chorób natury bakteryjnej, olej wykorzystywany jest do leczenia ran, oparzeń, ale co ciekawe, pełni też funkcję konserwantu przy suszeniu mięsa.


Posiada więcej kwasu oleinowego (70-78%) niż olej arganowy i jest trochę lżejszy. Zawiera wit. E, katechiny, flawonoidy, charakteryzuje się dużą stabilnością. Gdyby tylko cena była przystępniejsza, mógł by być idealnym olejkiem sałatkowym;).

Pachnie łagodniej niż arganowy, ale przypomina go 'strukturą' i kolorem. W moim przypadku jednak trochę mocniej nawilża.





Oceniam olejek firmy Your Natural Side. O jej wyborze przesądziła możliwość zakupu olejku stacjonarnie w Krakowie, bo akurat zakupów internetowych nie planowałam.
Nie będę się więc wypowiadać o olejku generalnie, bo jak wiemy, bywają lepsze i gorsze;). Na razie nie mam porównania z innymi markami, ale pewnie z czasem dam im szansę.
Olejek możecie kupić tutaj (klik) (klik) (klik). Ceny zależnie od ilości są oczywiście różne.








Przejdźmy jednak do najbardziej interesujących szczegółów. Jak sprawdził się u mnie ten olej?


Nie ukrywam że trochę liczyłam na te antybakteryjne właściwości. Może nawet na szybciej gojące się niedoskonałości czy ranki. Niestety, już na samym początku muszę stwierdzić, że w tej kwestii cudów nie doświadczyłam. Olejek owszem łagodził zmiany, koił i troszkę 'leczył' ale mogę wymienić inne produkty które w moim przypadku pod tym względem działały lepiej.


O tym właśnie mówię w filmiku. Jestem ciekawa jak sprawdzał się u Was, czy jesteście zadowolone?
Ile z Was już go testowało?

Buziaki

Ala




niedziela, 23 listopada 2014

Trudne kolory. Jak do nich podejść: fiolety, śliwki.





Dzisiaj trochę o kolorach. Istnieją bowiem takie, które sprawiają, że niektóre z as będą wyglądały genialne a innym zupełnie się nie przysłużą. Są jednak też takie, które bywają problematyczne dla większości osób i jeśli tylko mamy problem z cieniami, mogą nam zaszkodzić.
Na pomysł napisania takiego posta wpadłam obserwując kolory z paletki Sleek Vintage Romance. To bardzo fajna paletka, ale możemy tam znaleźć niekoniecznie trafione kolory, oraz takie które sprawiają że całe połączenie wydaje nam się takie udane.


Wiele z Was pisze mi często; fiolety nie są dla mnie, podbijają moje cienie pod oczami. Same najlepiej wiecie i widzicie co służy Wam a co nie i tutaj wiele z Was ma racje. Właśnie tymi kolorami dzisiaj się zajmiemy. Powiemy sobie więc parę słów o tym jak to jest z fioletami i podobnymi odcieniami, kiedy pasują nam i pomagają a kiedy nie, oraz jak je łączyć.


Oczywiście, dobieranie koloru cieni do tęczówki to podstawa, ale musimy zwrócić też uwagę na odcień skóry oraz to, co dzieje się pod naszymi oczami.

Jeśli widzimy fioletowe czy niebieskawe naczynka, cienie w podobnym odcieniu nałożone na powieki będą 'korespondować' z naczynkami.

Niestety, nie ma jednej zasady która umożliwi nam wybór właściwego odcienia, bo każda z nas jest inna. Na pewno wiele z Was stwierdzi, że dzisiejszy post nie do końca zgadza się z tym co same obserwujecie. Niemniej jednak są reguły, które działają u bardzo wielu osób. 

Jeśli odcień naszej skóry jest chłodny a naczynka mają bardziej fioletowy czy niebieski odcień, możemy unikać zgaszonych chłodnych fioletów czy zgaszonych, wpadających w szarość śliwek.

Jeśli nasza skóra jest bardziej żółta niekoniecznie muszą nam zaszkodzić. Tutaj czasem o wiele gorzej mogą działać brązy czy purpury a nawet odcienie khaki. Nie zawsze jednak musi tak być.

Podstawa to właśnie sprawdzenie czy gorzej w naszym wypadku działają cienie chłodne czy nie ma to aż tak dużego znaczenia.

Fiolety i śliwki mogą pięknie podkreślić tęczówkę. Jeśli mamy zielone, zielono niebieskie oczy, śliwkowe smoky (w cieplejszej lub chłodniejszej wersji- ładny odcień znajdziecie w Au Naturel) może działać genialnie.
Ale ważne są też połączenia. Jeśli czujemy że fiolety mogą podbić naszą tęczówkę ale ze względu na cienie pod oczami musimy uważać, trzeba działać z głową. Świetnym przykładem jest właśnie to, jak łączymy ze sobą cienie i jak je wybieramy.


Kiedy mamy obawy, warto zaczynać od takich małych akcentów. 


Na dole przykład makijażu z użyciem trudnych fioletów, który może pogłębiać problem cieni pod oczami czy sprawiać, że będziemy wyglądać na zmęczone. Obok makijaż w którym też sięgnęłyśmy po fiolety, użyłyśmy jednak innych odcieni, wykończenia, sam makijaż jest inny. Właśnie takie czynniki są ważne i pomocne kiedy eksperymentujemy z trudnymi dla nas kolorami. Fiolety nie muszą być więc całkowicie zakazane nawet jeśli dotąd ich unikałyście. Spróbujcie 'ugryźć' je trochę inaczej.





Kiedy fiolety są problematyczne nigdy nie powinny stanowić podstawy makijażu (dotyczy to oczywiście odcieni trudnych, być może bardziej zgaszonych, czy też wybitnie nie naszych). Mogą za to zaistnieć jako dodatek, jako element najbardziej nasycony i intensywny.  Mogą pojawiać się w kresce, na dolnej powiece (tutaj bardzo czysty i mocny kolor) czy na odcinku powieki ruchomej.




Musimy jednak uważać aby nie popełnić błędu i nie przygotować połączenia jakie pokazuje zdjęcie niżej. Mamy tutaj same teoretycznie trudne kolory, a ich połączenie może sprawić, że będziemy wyglądały jak zombie. Jeśli pod naszymi oczami widzimy mnóstwo naczynek, warto uważać na te odcienie.
Po prawej przykład o wiele lepszego połączenia. Wybrałyśmy bardziej intensywne i czyste fiolety, dodałyśmy trochę ciepłych, złotych odcieni, zupełnie inaczej wykorzystałyśmy fiolet (kreska, dolna powieka zamiast dużej roztartej plamy jak w smoky).







Widzicie kolory w paletkach na zdjęciach? Często myślimy, że sam fakt zestawienia sprawia, że każdy połączony z każdym zawsze da dobre efekty. Niestety, często tak nie jest. Po prawej mamy obok siebie dwa kolory, które połączone w jednym makijażu bez żadnego dodatku mogą sprawdzić że całość będzie wyglądać średnio. Niżnej kolejny kolor potencjalnie niebezpieczny dla dziewczyn z sinymi cieniami pod oczami.






Niżej po lewej na pierwszym planie kolory, które mogą być 'trudne'. Szczególnie ciekawy jest jasny kolor po prawej- lawenda, czasem bardziej wpadająca w róż, czasem chłodniejsza. Mało komu służy i warto na nią uważać.

Obok bardziej intensywne zestawienie, które sprawdzi się jeśli chcemy działać na zasadzie intensywnych akcentów.








Jeśli chcesz eksperymentować z fioletem lub śliwkami ale obawiasz się że podbiją cienie:


  • Ociepl je stosując połączenie z innym kolorem (np wykorzystaj też złoto). Oczywiście jeśli taki ciepły dodatek Ci pasuje.



  • Wybierz najczystszą i najbardziej intensywną wersję



  • Zobacz czy mieniące się, opalizujące kolory nie będą lepsze. Maty czasem potrafią w takich wypadkach działać na niekorzyść.



  • Daj szansę eyelinerowi lub intensywnej kredce. Fioletowa kreska się nie obsypie i nie będzie migrować. 



  • Jeśli chcesz wypróbować fioletu na dolnej powiece i stosujesz kredkę, po roztarciu lekko rozetrzyj ją jeszcze używając odrobimy bronzera na pędzelku do cieni.



  • Jeśli nasze cienie są widoczne, podstawą przy każdym makijażu z użyciem ciemniejszych kolorów będzie zakrycie cieni. Czasem nie musimy stosować kryjących korektorów, wystarczy taki, który optycznie zneutralizuje cienie.  Ale właśnie czyste konto pod oczami to zupełna podstawa. Inaczej być może, mimo naszych starań nie uzyskamy pożądanego efektu.




Niżej znów przykład problematycznych fioletów w paletce. Możemy chcieć używać ich oszczędnie i łączyć z innymi tak, by ożywić całość.







  • Mały szczegół- jeśli cienie w trakcie nakładania choć minimalnie się obsypały, przy najmniejszym nieświadomym przetarciu palcem, dorobimy się ciemnych linii pod okiem. Dlatego jeśli chcemy być spokojne, aplikacje korektora pod oczy zostawmy na koniec, lub ewentualnie odświeżmy go po skończonym makijażu.


No i na sam koniec jeszcze raz powtórzę: przyglądajcie się uważnie temu co Wam pasuje i wyciągajcie wnioski. Często obserwacje da się rozciągnąć na inne rzeczy i z czasem coraz częściej trafiamy.

Nie wszystko to o czym piszę będzie Was dotyczyć. Znam i malowałam dziewczyny którym w wielu wersjach zgaszonych fioletów i śliwek było bardzo do twarzy, wyglądały też wręcz zjawiskowo:)



Dajcie znać jak to jest z Waszymi 'trudnymi' kolorami. Jest ich mnóstwo czy raczej niewiele? Jakie to odcienie?


Buziaki

Ala


piątek, 21 listopada 2014

Top 10: nowości w kolorówce.








Ostatnio z Was jedna pytała jakich kosmetyków do makijażu ostatnio używam, postanowiłam więc pokazać nowości które najlepiej się sprawdziły. Mamy tutaj parę różnych ciekawostek ale największą ozdobą posta na pewno jest paletka, którą mogłyście widzieć wcześniej w tle przy okazji innych zdjęć.



1. Paletka Sleek Vintage Romance.
Jedna z najpiękniejszych paletek Sleeka genialnie nadaje się dla dziewczyn z piwnymi czy brązowymi oczami.  Pod względem jakości też bardzo przypadła mi do gustu i obecnie już parę razy zdarzyło mi się wykonać całkiem fajny makijaż z jej pomocą. To właśnie paletka ze zdjęć o którą pytałyście.





2. Tusz Bourjois Push Up Volume Glamour.
Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, głównie dzięki temu, że w ciągu dnia zauważam, że moje rzęsy wyglądają bardzo dobrze. Tak, tusz je unosi i dodaje objętości. To pierwszy tusz tej firmy który naprawdę się u mnie sprawdził, wcześniej nic mnie nie oczarowało. Choć zdarza mi się rozczesywać rzęsy grzebykiem (robię to w przypadku każdego tuszu, już nie umiem przeoczyć tego kroku:D), uważam że jest bardzo dobry.









3. Kredka/cień Gosh  Forever Eyeshadow.
Cień w postaci grubej kredki od razu rzucił mi się w oczy. Brąz jest naprawdę piękny i sięgam po niego bardzo często. Zawiera maleńkie drobinki, jest perłowy, odcień robi wrażenie wyjątkowo udanego.
Kredka jest super miękka, łatwo się z nią pracuje, rozciera. Inne kolory też mnie trochę kuszą, uwagę zwraca jeszcze granat... piękny odcień wpadający troszkę w fiolet. Kosztuje około 24zł.






4. Róż w kremie Benefit Majorette używany jest oszczędnie bo drogie to małe cholerstwo! 
Gdyby nie cena na pewno został by moim ukochanym różem, ale 149zł to jednak zdecydowanie zbyt wiele. Niemniej jednak kolor jest świetny, a róż sprawdza się genialnie na każdym podkładzie. 
Takiego koloru brakuje mi w różach Inglota a najbardziej podobny wydaje mi się sypki Lioele (klik).





5. Cień Anabelle Nougat.
6. Cień Anabelle Vanilla.
7. Cień Anabelle Chocolate.

Cienie Anabelle w tych kolorach to moi ulubieńcy, ale lubię właściwie wszystkie odcienie nude i brązy. Na pewno dostaną jeszcze osobną notkę na blogu a póki co niżej możecie zobaczyć swatche. 
Jakościowo są naprawdę  fajne, świetne do blendowania, opakowanie sprawia że nic się  nie wysypuje.

Obok jeszcze swatche Sleeka i cienia z Makeup Geek, który nie jest specjalną nowością, ale moim wielkim ulubieńcem...





8. Cień Makeup Geek Sweet Dream to mój najlepszy obecnie rozświetlacz do twarzy:) Kolor idealnie trafia w moje potrzeby a efekt jest piękny. Ja dostałam go w prezencie od Makijażowo, ale generalnie można kupić je tylko w internecie;/. Używam głównie do kości policzkowych.


9. Podkład Anabelle w wersji rozświetlającej. 
Nowe opakowanie i znowu jestem zadowolona. Produkt daje mi dokładnie taki efekt rozświetlenia o jaki mi chodziło, za każdym razem z przyjemnością przyglądam się subtelnie lśniącej skórze policzków.
Zdarza mi się nakładać do nawet na zwykły podkład jeśli zależy mi na jakimś super kryciu i nie daje efektu maski. Ten blask jest subtelny więc spokojnie nakładam go na całą twarz ale jestem ciekawa czy Wy też tak robicie. Jak na rozświetlacz używany tylko na kości policzkowe, jest jednak za słaby:).



10. Baza pod cienie Miyo.
Póki co podtrzymuję moją opinię z tego posta (klik).  Póki co nie odnotowałam żadnych wad a cena (8zł) jest świetna. 
 


Jeśli macie jakieś pytania które pominęłam wcześniej wklejajcie je tutaj:)

Buziaki

Ala





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...