5 grudnia 2014

Sunset makeup. Fiolet, śliwka, brzoskwinia, łosoś, żółty cień.








Za oknem zimno, szaro ale tym razem trochę przełamiemy ten zimowy klimat. Przynajmniej w makijażu. Mam dla Was bowiem wybitnie ciepłą kompozycję która może kojarzyć się z zachodzącym słońcem.
Ostatnio pisałam Wam o trudnych fioletach i o tym, jak czasem warto ocieplać kolorystyczne połączenia. Wyżej widzicie bardziej odważny przykład, działamy bowiem w obrębie załamania, powyżej, nakładając tam najbardziej intensywne kolory naszych cieni.

Generalnie ocieplanie miejsca powyżej załamania i nakładanie tam intensywniejszych ocieni, może być jakimś wyjściem dla dziewczyn, które nie mogą zmieścić ich na powiece ruchomej. W tym wypadku warto wypróbować łososia, brzoskwinie, karmele, a nawet odrobinkę żółci (dodana do łososia daje piękny efekt). Jeśli czujemy że takie kolory nam pasują, eksperymentujmy.





Wyżej widzicie wszystkie użyte cienie. Właśnie na tych kolorach dzisiaj pracujemy.




Zaczynam od nałożenia na całą powiekę ruchomą śliwkowego koloru z paletki Vintage Romance.
To nasz wyjściowy cień, do którego dodajemy inne odcienie. W wewnętrznym kąciku nałożyłam też fiolet z paletki oraz odrobinkę fioletowej odsypki no name:) .

Jeśli chcemy powiększyć oczy, od połowy powieki do wew. kącika możemy nałożyć jaśniejszy, bardziej intensywny kolor. 

Niżej widzicie, że sam cień z powieki ruchomej, lekko roztarłam w górę, dodałam też odrobinę pomarańczowego cienia Inglota nr 84, oraz rdzawego cienia z paletki. Na tym etapie musnęłam jeszcze całość żółtym cieniem.





Na całego zaczynamy cieniowanie.  Dodajemy żółty cień wyżej, do łukiem brwiowym, ale bardzo delikatnie. Ciągle mieszamy go z pomarańczem a w zew. kąciku nakładamy jeszcze łosoś Inglota 361. W załamaniu dodaję jeszcze trochę różu 326. 

To co nam się obsypało wycieramy:).





Na dolnej powiece najpierw nakładam kredkę Gosh Forever, a na nią nałożyłam fiolet z paletki i pyłek z Inglota nr 71. W wewnętrznym kąciku nałożyłam też jasną perłę z paletki. 
Na sam koniec linię wodną podkreśliłam na biało, ale w tym wypadku równie dobrze sprawdzi się czarna kredka.





Skończony makijaż wygląda w ten sposób:).




Dajcie znać czy zdarza Wam się korzystać z takich połączeń cieni:).

Buziaki

Ala





4 grudnia 2014

Obecna pielęgnacja twarzy.







Wiele z Was ostatnio podpytuje o moją obecną pielęgnację. Tym razem obyło się bez znacznych, zimowych zmian, i wszystko czego używam zobaczycie w poście.
Nie ma tego zbyt wiele i praktycznie każdy produkt pojawiał się już na blogu. Dwóch jeszcze nie widziałyście i zaczniemy od jednego z nich, czyli mydła.

Jeśli chodzi o oczyszczanie, obecnie najczęściej stosuję moja mieszankę do ocm z olejkiem laurowym, ale sięgam też po mydła. O czarnym, węglowym Purite już pisałam Wam ostatnio i póki co jestem z niego bardzo zadowolona. Sprawdzam też mydło afrykańskie z popiołem ze strączków kakaowca, masłem shea, olejem palmowym, kokosowym. To jedno z delikatniejszych mydeł jakie stosowałam ale muszę powiedzieć, że zdecydowanie najbrzydsze:D.





Do twarzy używam kremu różanego Make Me Bio (recenzja). 
Ten jest dla mnie zupełnie wystarczający jeśli chodzi o nawilżanie, ale w szczególnie chłodniejsze dni korzystam jeszcze z ochrony bardziej tłustego kompana, czyli Mallow Beauty Balm z Herbfarmacy (klik). Jakiś czas temu znalazł się w Hitach tygodnia (klik), i do dzisiaj stosuję go regularnie, głownie miejscowo, na suche partie i policzki. Jest też najlepszym balsamem do ust jaki posiadam a ostatnio zdarza mi się nakładać go też na okolice oczu, z myślą o rzęsach:).





Obok jeszcze ciekawostka, która debiutuje na blogu i na pewno dostanie osobną recenzję. To serum z peptydami z Mizona (klik).
Pomału kończę pierwsze opakowanie i póki co, mogę potwierdzić obietnice producenta. Serum faktycznie ujędrnia, napina, nawilża. Na razie to najmocniejsze serum radzące sobie ze zmarszczkami jakie stosowałam. Jakiś czas temu skończyłam też serum Caudalie, ale Mizon, pomimo że lżejszy i mniej przypominający krem, sprawdza się lepiej. 
Ta lekkość to też zaleta produktu, bo choć nie jestem fanem stosowania kosmetyków na noc, po to sięgnęłam z przyjemnością. 





Miejscowo na niedoskonałości stosuję żyworódkę w zasypce (klik). Najlepsza jak się coś przypadkiem rozdrapie czy ranka się 'paprze'. Uwielbiam też preparat punktowy Lierac o którym pisałam tutaj (klik).  Często sięgam też po żel aloesowy.

Jeśli chodzi o toniki, zawsze jest ze mną tonik octowy ale mpim must have jest hydrolat z czystka (klik), który przykładam też miejscowo w roli opatrunków.







To wszystko:) Na zdjęciu u góry widzicie jeszcze peeling Orientany i ich maskę z glinką i olejkiem herbacianym. Tych produktów używam rzadziej ale jeśli czuje większą potrzebę, zdarza mi się po nie sięgać:)

 Czego Wy teraz używacie i jak wygląda Wasza pielęgnacja?


Buziaki

Ala 





3 grudnia 2014

Elektryzujące się włosy. Co pomoże?









Ostatnio jedna z Was pytała o sposoby na elektryzujące się włosy.W okresie zimowym problem na pewno dotyczy wielu z nas, dlatego pewnie dobrze będzie napisać na ten temat coś więcej.
Niestety, na pewno włosy zniszczone, przesuszone elektryzują się o wiele mocniej. Podstawą więc zawsze będzie pielęgnacja i nawilżanie, olejowanie dlatego zimą warto zmienić odżywki na maski, a te na trochę bogatsze, mocniejsze wersje. Mocą pomóc nam maski Biovax'a, nawilżająca Bioetika,Pilomax, z odżywek warto spórbować Yves Rocher Nutri - Repair Conditioner. Z tą podstawową pielęgnacją oczywiście warto eksperymentować i zawsze jak najbardziej dbać o dobry stan włosów. Ale to podstawy o których  wiemy... Co konkretnie może nam pomóc?.


  • Octowe płukanki po myciu. Przepis znajdziecie tutaj (klik). Dziewczynom z bardzo zniszczonymi, suchymi kręconymi włosami polecam połączenie płukanki octowej i lnianej, wykonanej z lnianego żelu. Pomaga:). Włosy wysychają wolniej, ale puszą się o wiele mniej, są też o wiele mniej przesuszone.



  • Nawilżające spraye do włosów. Jeśli elektryzowanie dopada nas w pracy, warto mieć ze sobą nawet mini odlewkę. Spraye generalnie pomogą nam nawilżać włosy w pomieszczeniach, gdzie powietrze jest bardzo suche, a rozpylone na szczotkę przed czesaniem doraźnie wykluczą ryzyko elektryzowania;). Tutaj (klik), stary przepis na aloesowy sprawy, tutaj (klik) recenzja gotowych. Polecam też żółty Dove z ostatniego posta (klik). 



  • Szczotki jonizujące lub suszarki z funkcją jonizacji. Jeśli takie posiadacie, na pewno okażą się pomocne. Szczotki ma Braun, BaByliss, kiedyś były takie w Rossmanie, szkoda że już nie można ich u nas dostać. Jeśli macie problem z odstającymi babyhair, taka szczotka też w jakimś małym stopniu pomoże je okiełznać.

  • Może pomóc też przestawienie się na drewniany grzebień (oczywiście, jeśli czujemy że będzie w stanie w ogóle rozczesać nasze włosy). Chodzi dokładnie o taki (klik) lub taki (klik).Dobrym rozwiązaniem może być też antystatyczny grzebień węglowy (na mnie działa:).



  • Jeśli nasze włosy elektryzują się przy okazji wkładania/ zdejmowania czapek i swetrów możemy spryskać je płynem antyelektrostatycznym. Czapki możemy spryskać od wewnątrz, swetry w całości, też przy dekolcie. Taki płyn ma Barwa (klik). Znam dziewczyny, które przy ekstremalnych problemach z puszeniem i elektryzowaniem w zimie, takim płynem traktują też szczotki czy grzebienie.

  • Na bieżąco działa też roztarcie odrobiny kremu na dłoniach i przejechanie po włosach.

  • W domu dbamy o utrzymanie odpowiedniej wilgotności powietrza. Zyskają na tym nie tylko włosy ale też cały organizm:). Jeśli widzimy, że skóra i włosy robią się coraz bardziej suche i maski czy kremy nie pomagają, do tego mieszkamy w bloku, warto pomyśleć o nawilżaniu powietrza.

Jakie są Wasze patenty na elektryzowanie się włosów? Też macie z tym problem? Co Wam pomaga?;)

Dajcie znać:)

Buziaki

Ala

1 grudnia 2014

Hity tygodnia.







Dzisiaj trochę spóźnione hity tygodnia. Tym razem nie ma ich tak wiele, bo ostatnio zebrało się więcej, szczególnie 'plenerowych'  ale teraz też znajdziecie tu parę ciekawostek. Wyżej deser ideał, nie tylko pod względem wizualnym:). Czekoladowa kopułka z mango czyli ulubieniec Luckyego musiał zostać uwieczniony na zdjęciu:). Takie cuda znajdziecie w Galerii Tortów Artystycznych na Floriańskiej i rogu Józefa i Bożego Ciała w Krakowie.

Obok toaletka w świątecznym wydaniu, została oczywiście ozdobiona światełkami. Oj, ma się słabość do takich rzeczy:D.


Na samym początku zapraszam Was jeszcze do brania udziału w konkursie. Możecie wygrać wałki termiczne (KLIK). 





Najpiękniej pachnące mydło jakie posiadam to czarne mydło firmy Purite, na które natknęłam się przypadkiem. To zapachowe połączenie bergamotki, paczula, trawy cytrynowej. Zawiera oliwę z oliwek, olej kokosowy, olej rzepakowy, masło shea, olej rycynowy, węgiel drzewny i jest świetne. 
Jednak przebiło inne czarne mydełko; Tuli węglowe.






Nie wiem czy Wy też tak robicie, ale ja mam zwyczaj zbierania ozdobnych wstążek i tego typu rzeczy. Kiedy trzeba coś na szybko zapakować dla kogoś zawsze mam odłożone jakieś bardziej wyjątkowe elementy i nie muszę już nic kupować. Niżej pudełeczko w którym upycham kolejne zdobycze. Chyba muszę zmienić je na większe;).




Hitem nie tylko tego tygodnia są cienie Anabelle Minerals. Niżej kolory, które najlepiej się u mnie sprawdziły i po które najczęściej sięgam.

Jasny łosoś/ brzoskwinia Candy
Niżej Cinnamon
Ciemny Chocolate
Niżej Cappucino
Chłodny Platinium
Niżej jasna Vanilla
Ciemny Nougat
Niżej jasny Ice Cream


Najbardziej cieszy mnie obecność dwóch bardzo ciepłych brązów, których brakowało w mojej mineralnej kolekcji. Cieszę się, że cienie nie są perłowe i bardzo błyszczące, mają tylko maleńkie drobinki które na oczach wyglądają pięknie.






Zaskoczeniem tygodnia jest bardzo fajny zapach kupiony w... Inglocie. Powąchałam go przy okazji innych zakupów by cały dzień nie móc odlepić nosa od nadgarstka i wreszcie wrócić po całe opakowanie. Original Ani to bardzo kobiecy, ciekawy, niestandardowy zapach idealny na zimę. 
Nie zdarzało mi się kupować zapachów autorstwa aktorek, piosenkarek, modelek i to pierwsze sygnowane konkretnym nazwiskiem, które aż tak mi się spodobały. Jeśli będziecie w Inglocie warto sprawdzić:).






Kolejnym hitem są karty rabatowe z krakowskiej drogerii Pigment na Długiej. Pigment, to drogeria którą możecie kojarzyć po szyldzie Jasmin, sama niedawno dowiedziałam się, że mają inną nazwę, przy okazji szukania ich na facebooku (klik). 
Za wydane 30zł otrzymujemy pieczątkę na kuponie rabatowym, a gdy uzbieramy 3 otrzymujemy 20% zniżki na cała wartość zakupów (wyjątkiem są tylko produkty już objęte promocjami). Karty działają też w drugim, mniejszym sklepiku Pigment na Jerzmanowskiego (plac handlowy, środkowa alejka:)) i jeśli macie tam bliżej, zawsze coś z Długiej można sobie zamówić i odebrać;). Dzięki Pigmentowi wreszcie w Krakowie mamy stacjonarnie Hakuro i Sleeka.  Ja akurat z tych kart rabatowych korzystałam wiele razy i polecam:).





Niżej super kępki z Inglota oraz kolejna sprawdzona Yogi Tea. Tym razem w moim sklepie zostały tylko Women's Energy, które jednak okazały się super. Całe opakowanie niestety już się skończyło.

Na dole jeszcze nowe kosmetyczne nabytki. Odżywka w sprayu Dove sprawdziła się lepiej niż niebieska wersja i lepiej niż Gliss Kur którego próbowałam jakiś czas temu. Ta wersja jest chyba najbardziej udana. W Naturze kupiłam za 16 zł, kiedy w Super Pharm widziałam ją za 20..

Niżej efekt poszukiwania bardzo delikatnego płynu micelarnego do zmywania minerałów. Ten z Bielenda Pharm jest faktycznie bardzo delikatny i będzie odpowiedni do bardzo delikatnego makijażu. Lubię go za działanie, skład, nawilżanie, zupełny brak podrażnień. Z mocniejszym makijażem radzi sobie bardzo słabo, ale na razie takiego nie noszę, więc jest dla mnie idealny.


Na samym dole jeszcze brokat My secret i złote zdobienia Inglota. Przydadzą się do pewnego makijażu:).


Jeśli macie pytania piszcie,

buziaki

Ala



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.