Dzisiaj mam dla Was
Hity i Kity Tygodnia, ale tym razem oczywiście nazbierało się trochę więcej produktów i ciekawostek, ponieważ serii dawno na blogu nie było. Tutaj
(klik) ostatnia. Ten post będzie długi:)).
Myślę że na początek, zajmiemy się kitem czyli maską
Keratin z Kallosa. Niestety, pomimo tego, że maska jest ideałem wielu dziewczyn, u mnie nie sprawdziła się kompletnie. Włosy są umiarkowanie wygładzone, nawilżone i następnego dnia stają się lekko sztywne, końce są suche i trudno je rozczesać. Szkoda, ale widzę, że wybitnie moim włosom nie pasuje. Niestety nie sprawdziła się też do mycia a trochę liczyłam że wykorzystam ją w takiej wersji.
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolized Milk Protein, Hydrolized Keratin, Cyclopentasilioxane, Dimenthiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone
Innym kitem, który w ogóle mnie nie zaskoczył były szminki Claire's. Znajdowały się w zakupionej przeze mnie kosmetyczce i potwierdziły regułę, że w tym sklepie lepiej kosmetyków nie wybierać. Za to pędzelki jakie Wam pokazywałam
(klik) są super:).
Po lewej stronie hit, micel Bingo Spa. Skład jest świetny, mamy tutaj bowiem mnóstwo ekstraktów z ziół i skład jest tak długi właśnie dzięki nim. Dziwne że producent się tym składem na stronie nie chwali (ale np Mirabelka zrobiła zdjęcie
(klik):).
Micel oczyszcza bardzo fajnie, jest delikatny, nie drażni. Kosztuje 15zł. Muszę wybrać się po niego na Długą ale z braku czasu ostatnio znów kupiłam Mixę. To już moje drugie opakowania
toniku łagodzącego i płynu micelarnego przeciw przesuszaniu. Lubię oba bo ostatnio wystarczyły mi na bardzo długo a tonik faktycznie koi skórę. Jeśli chodzi o składy to cudów nie ma, ale same produkty działają dobrze.
Wyjątkowo miłym wydarzeniem była wizyta w sylwestrowym wydaniu ddtvn, gdzie pomalowałam parę świetnych i wyjątkowo sympatycznych dziewczyn. Czasu było mało, mało dało się powiedzieć ale i tak znów było bardzo fajnie.
W Krakowie hitem okazał się kurczak z grzybkami z
Wok Open Kitchen koło Krakowskiej:). Smak jest bardzo ciekawy, subtelny, to samo dotyczyło sałatki i sosu. Jeśli lubicie orientalną kuchnię warto tam wpaść, porcje są tak duże, że jeśli jecie niewiele spokojnie możecie podzielić się nimi z towarzyszem. Obsługa jest wyjątkowo miła i pomocna, na pewno tam jeszcze czegoś spróbuję.
Hit od lat czyli
L'Oreal Chrome Shine w kolorze Golden Rose. To cienie, które w tym tygodniu przyszły do mnie z Anglii, bo tylko na ebay'u znalazłam ten kolor. U nas już dawno ich nie ma, na allegro zdarzają się inne odcienie.
Golden Rose musiałam mieć, bo to jeden z dwóch cieni dla których nie znalazłam godnego zastępcy i uważam, że ten odcień jest fenomenalny.
Właściwie nie chodzi tylko o kolor ale o drobinki. Chrome Shine posiada maleńkie, a kiedy nakładamy cień na mokro lśni jak żaden inny. Już nie raz zdarzało mi się odpowiadać na pytania o cienie kiedy miałam je na oczach. Jeśli gdzieś na nie traficie, bierzcie:D
Kolejnymi hitami, tym razem jeszcze grudniowymi są dwa olejki Evree. Tak wiele osób je chwaliło, że postanowiłam spróbować i obecnie posiadam
Magic Rose oraz
Essentials Oils. Sprawdzałam je chyba we wszystkich możliwych konfiguracjach i opcjach; jako dodatki do maseczek, na cało, włosy, jako składnik toników czy dwufazowych zmywaczy:) Na początku moim ulubieńcem był pierwszy w kolekcji Magic Rose, później dołączył do niego ten
z olejkami eterycznymi.
Pamiętacie serum Kiehl's o którym pisałam jakiś czas temu
(klik)? Otóż okazało się, że Esentials Oils bardzo mi go przypomina a cena jest na szczęście o wiele niższa (około 30zł). Działanie u mnie właściwie takie samo, oba olejki łączy wiele elementów składu (olej lawendowy, z rozmarynu, wiesiołka, jojoba) ale mamy tu jeszcze parę innych rzeczy:
Skład: Caprylic/Capric Triglyceride, Persea Gratissima (Avocado), Vitis Vinifera Seed Oil (Grape), Simmondisia Chinesis Seed Oil (jojoba), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (Sweet Almond), Decyl Oleate, Helianthus Anuus Seed Oil (Sunflower), Oryza Sativa Bran Oil (Rice), Calendula Officianalis Oil (Pot Marigold), Olus Oil (Vegetable), Tocopheryl Acetate, Oenothera Biennic Oil (Evening Primrose), Oil Lavandula Angustifolia Oil (Lavender), Coumarin, Pelargonium Graveolens Flower oil ( Geranium), Geraniol Rosmarinus Officianalis Leaf Oil ( Rosemary), Citral, Citronellol, Linalool, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil (Orange), Melissa Officinails Leaf Oil (Balm Mint), Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Eucalyptus Globulus Oil, Citrus Grandis Peel Oil ( Grapefruit), Limonene.

Róża jest lżejsza, wchłania się szybciej, olejki eteryczne bardziej nadawały się u mnie do masażu. Oba pachną wyjątkowo przyjemnie. Różany oczywiście zupełnie inaczej, możemy wyczuć tutaj wyjątkowo urzekający choć oczywiście w dużym stopniu jest to zasługa kompozycji zapachowej. Jeśli chodzi o sam skład, olejki eteryczne bardziej przypadły mi do gustu, bo jest tam po prostu więcej ciekawych i cennych rzeczy. Różę lubię używać jako dodatek do maseczek czy nawet do demakijażu i oczyszczania, często łączę go wtedy z olejkiem rycynowym. Żaden z nich mnie nie podrażnił i nie zapchał, ale za każdym razem używam ich oszczędnie, bo wystarczy dosłownie odrobina a po masażu wykonuję jeszcze ocm.
Skład: Rosa Canina (Rosehip) fruit oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus (Sweet almond) oil , Vitis Vinifera (Grape) seed oil , Helianthus Annuus (Sunflower) seed oil, Oryza Sativa (Rice) Bran oil, Tocopheryl Acetate , Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA , Benzyl Salicylate , Citronellol (zapach róży), Eugenol , Hydroxycitronellal , Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde , Parfum, Linalool.
Oba olejki bardzo fajnie działają na moją skórę ale co ciekawe, oba całkiem dobrze sprawdziły się też na włosach. Zdarza mi się dodawać je do mieszanki do olejowania czy też nakładać w niewielkiej ilości na same końce. Olejki nie nadają się za bardzo pod makijaż, więc używałam kiedy nie musiałam się ruszać z domu lub wieczorem:).
Jeśli chodzi o inne hity nie kosmetyczne. Okazała się nim sukienka- sweterek Villa, dorwana na bazarku w Mielcu (pozdrawiam wszystkie dziewczyny z Mielca:D). To jasny, pastelowy błękit w czarne kropeczki. Tego typu rzeczy są chyba idealne do ubierania w domu czy nawet kiedy wychodzimy a jest na tyle ciepło, że grubsze rajstopy i top pod spodem wystarczą.
Innym hitem są szale z
Gyalmo czyli szale himalajskie, ręcznie zmiękczane. Ten który widzicie na zdjęciach to kolor pieprz & sól, idealnie pasujący do czerni. Dlatego, że jest najbardziej uniwersalny noszę go najczęściej, ale mam też fiolet i szal w paski, który jest w zupełnie innym klimacie.
Szale grzeją mnie obecnie i grzały, kiedy pogoda była naprawdę fatalna. Wszystkie kolory, których jest mnóstwo możecie zobaczyć tutaj
(klik), ciężko wybrać bo wiele jest świetnych.
Makijażowy hit czyli paletka
Nude Tude z The Balm. Na pewno dostanie osobną recenzję, porównamy ją też z Zoevą i na pewno będzie jakiś zoevowy konkurs.
Póki co Nude Tude ze względu na rodzaje cieni jest moim ulubieńcem. Silly to piękny odcień z drobinkami, którego bardzo często używam na linii rzęs i to ten kolor całkowicie mnie do niej przekonał.
Poza tym z całej gamy tylko jeden cień używany jest przeze mnie sporadycznie, co w wypadku paletki uważam za świetny wynik. To co ma być matowe jest matowe (brąz do rozcierania, ciemny, czerń i bordo), to co ma rozświetlać rozświetla.
Nude Tude to przykład paletki złożonej z głową a kolory są bardzo konkretne. Niczego mi tu nie brakuje.
Pytałyście o
Silk Edition czyli puder który przewijał się na blogu parę razy.
Muszę powiedzieć, że sprawdza się super i pozytywnie mnie zaskoczył. Jeśli więc szukacie pudru matującego który wygląda naturalnie i nie tworzy maski, możecie brać go pod uwagę.
Oprócz Kallosowego kitu mam też włosowy hit czyli maskę nawilżającą Anti Frizz z Insight. Jedna z Was ostatnio pytała o ten produkt i pomyślałam, że dzisiaj go pokażę. Miałam okazję wypróbować go dzięki Centrum Zdrowego Włosa, bo w Krakowie to oni mają u siebie serię Insight
(klik). Maska kosztuje 25 zł, więc cena jest całkiem ok a działanie naprawdę dobre.
Faktycznie nawilża i wygładza, nie obciąża, włosy ładnie błyszczą i są odżywione. U mnie najlepiej sprawdzała się kiedy trzymałam ją na włosach 20-30 minut:).
Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Myristyl alcohol, Cannabis Sativa Seed Oil, Gossipyum Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Linu Usitatisimum ( Linseed) Seed Extract, Parfum (Fragrance), Citric Acid, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone
Przed ostatnia sprawa to krakowski hit, czyli miejsce które znajdźcie w okrąglaku na Placu Nowym. Jeśli zjadacie tam zapiekanki to zaryzykujcie i dajcie szansę panu, który prowadzi małe
okienko z szyldem Meat To Go, oferującego Porchetty i kanapki z peklowaną wołowiną. Naprawdę czuć, że w tym wypadku właściciel wkłada serce w jedzenie jakie przygotowuje a niestety ruch ma jeszcze bardzo mały. Kompletnie dystansuje zapiekanki, które obecnie zupełnie nie przypominają tych z przed paru lat.
Dajcie znać jakie są Wasze hity i co Was zainteresowało:)
Na sam koniec czeka nas jeszcze ogłoszenie konkursu z Bosch (ten z Anabelle na dniach:)).
Dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia tekstowe i zdjęciowe. Tym razem rozdzieliłam je pół na pół a dziewczyny które wygrywają to:
mmonika0
dorianna
basia kawka
olga_z
magdalena borucka
patrycja sokołowska
justynakonieczko89
ewa.zag
ania pociecha
zaplatane.siostry
Gratuluję, niedługo będę pisać do Was maile:)
Buziaki
Ala