8 września 2021

HITY TYGODNIA + 2 BUBLE KOSMETYCZNE:)





Hej Dziewczyny!

Dawno nie miałam okazji by stworzyć taki post i niesamowicie się cieszę, bo zawsze należały do moich ulubionych! Tym razem mamy dwa buble, więc jak na mnie, całkiem sporo, ale reszta to prawdziwe ciekawostki:) Od dawna nie robiłam żadnych kosmetycznych zakupów a w planie mam jeszcze Krakowskie Ekotyki:D Zobaczymy co uda się upolować tam, a na razie zapraszam Was na posta!




Dla mnie skład pasty do zębów jest ważny w tym samym stopniu co składy kosmetyków do pielęgnacji twarzy, a może nawet bardziej:) Przecież przez śluzówkę jamy ustnej wszystko całkiem dobrze się wchłania. Niby mycie zębów zajmuje tylko chwile ale… robię to mniej więcej 3 razy dziennie przez całe życie wiec chce minimalizować ilość rzeczy która po tej linii odkłada się w moim organizmie. Sls w składzie pasty do zębów to nie dla mnie;) 

Dlatego od wielu lat kocham naturalne produkty do mycia zębów i sama wielokrotnie robiłam najróżniejsze pasty czy proszki:) Zawsze szukam jednak fajnych gotowych opcji i niestety tym razem trafił mi się bubel- pasta La Le z węglem sprawiła, że moje żeby zaczęły boleć:( Zawsze były wrażliwe ale od jakiegoś czasu dzięki trawie jęczmiennej, zielonym koktajlom i glinkom nie miałam już takich problemów. A tutaj nagle taki klops:( 




Winię sodę w składzie i troszkę żałuje bo produkt ma super smak, generalnie dobrze się zapowiadał i miałam nadzieje, że będzie super. Szybko jednak przypomniało mi się, czemu za każdym razem odkładałam go na półkę po przeczytaniu składu- tym razem tego nie zrobiłam i produkt wylądował w koszyku;)



Złe wrażenie po nim zatarła genialna pasta Ben&Anna w wersji dla zębów wrażliwych:D Tutaj nie miałam już żadnych problemów, smak był bardzo delikatny, konsystencja ciekawa- lekko ciągnąca się. Pasta o dziwo nawet ładnie się pieni a ja już niemal zupełnie się od tego odzwyczaiłam;) Słoiczek jest duży a pasty wystarczy odrobina- naprawdę jest super wydajna. Ta marka ma też fajne naturalne dezodoranty, które zamierzam wypróbować:)



Wyżej Cynamon z wanilią czyli puszysty balsam z Czterech Szpaków oczarował mnie konsystencją i działaniem ( miły tłuściochem) ale zapach to jeszcze nie to:)


Póki co jeszcze jedno zapachowe odkrycie - mgiełka do ciała Acorelle jest przeze mnie stosowana jako delikatne perfumy i rozpylam ją raczej na ubrania. Kupiłam ją na wyjeździe we Wrocławiu i strasznie mi się spodobała a w Krk nigdzie jej nie widziałam:) producent pisze o niej; Perfumowana mgiełka oparta na organicznym alkoholu pszenicznym, nawilżającej glicerynie i w 100% naturalnym koncentracie perfumeryjnym. Ten aromatyczny zapach wyzwala zmysłowe i kojące nuty pomarańczy, miodu i wanilii. Nie zawiera: ftalanów,chemicznych środków utrwalających ani azotowanych piżm. Wywintna wanilia to kompozycja składająca się z dwóch olejków eterycznych o właściwościach wspomagających relaks, odpoczynek i wyciszenie. Nuty głowy: słodka pomarańcza, migdał Nuty serca: orchidea, wanilia, miód, brzoskwinia Nuty podstawy: wanilia, drewno cedrowe, paczula





Tak naprawdę perfum używam bardzo rzadko- choć wolałabym tego nie wiedzieć, bardzo szybko trafiłam na informacje o szkodliwości substancji zapachowych. Mój research zaczął się od zapachów do domu (większość z nich momentalnie przyprawiała mnie o ból głowy i to była dla mnie duża wskazówka) a skończyło na perfumach właśnie. Niestety wszystko co czujemy i co nam konkretnie pachnie to cząsteczki unoszące się w powietrzu, które wdychamy i trafiają do naszych płuc. Stamtąd do wątroby, która w naszym wypadku i tak jest bombardowana rzeczami, które musi jakoś przefiltrować. Niestety ciągła ekspozycja na toksyczne substancje zapachowe potrafi być bardzo niezdrowa wiec o ile to możliwe, lepiej ograniczać zapachy do domu, samochodu i perfumy jakie wdychamy. Oczywiście tylko jeśli, jak powiedzą niektórzy- chcemy dać się zwariować albo po prostu, zdrowie naszej wątroby leży nam na sercu.




Od lat nie farbuje włosów ale oczywiście zawsze mnie to kusi. Z henną nigdy nie chce mi się bawić i muszę naprawdę bardzo się na nią nakręcić by znieść trudy aplikacji i zmywania;) Dlatego kiedy zobaczyłam odżywkę koloryzującą Joanny byłam niesamowicie ciekawa- opinie mieszane, jednak nie zniechęcające… Pomyślałam- co mi tam i po ostatnim myciu nałożyłam ją na włosy. Niestety, dla mnie okazała się bublem. Owszem, przyciemnia włosy, ale odcień zupełnie mi się nie podobał- był troszkę chłodny, ale jednoczenie wpadający w oliwkę.  Po relacji na Insta parę z Was napisało mi, że też zauważyło u siebie lekko zielony odcień.

Do tego stało się coś, z czym mocno się liczyłam- odżywka przesuszyła moje włosy. I to na tyle mocno, że od razu po wyschnięciu skończyło się na reanimacji, nakładaniu emolientowej odżywki Hairy Tale oraz odżywki Redken na sam koniec i odżywki bez spłukiwania Anwen (też emolientowej, mojej ulubionej). Taki ratunkowy zestaw postawił włosy ‚na nogi’ i odetchnęłam z ulgą, widząc że po przesuszu ani śladu. Ucieszyło mnie też to, że kolor odżywki troszkę zniknął i pewnie niedługo całkiem się wypłucze. 
Troszkę szkoda że ten efekt u mnie był średni, bo o ile przesuszenie byłabym w stanie znieść to złego odcienia już nie. Jednak myślę, że u kogoś innego ta odżywka ma szanse się sprawdzić, bo wiele zależy od naszego wyjściowego odcienia. 



Emolientowa Morela jest naprawdę świetna:) Dawno nie byłam aż tak zadowolona z odżywki bez spłukiwania- na moje włosy wpłynęła genialnie-zależało mi na mocnym nawilżaniu i właśnie to dostałam. Na pewno napiszę o niej jeszcze więcej albo pokażę Wam efekty wydobywania skrętu z nowymi bs'ami od Anwen:D


Właściwie każdy kosmetyk Rated Green jaki dotąd testowałam był naprawdę świetny, dlatego bardzo chciałam sprawdzić też serię na porost włosów - wcierkę i szampon:) Na razie mogę napisać krótko tylko coś o tym drugim- jest niesamowicie ciekawy. Bardzo gęsty i kremowy, pieni się raczej delikatnie. Mycie nim przypomina mycie odżywką i powiem Wam, że do suchej skóry głowy jest genialny! Od razu czujemy, że trafiłyśmy na coś lepszego i ciekawszego niż większość szamponów. Jak wszystko od Rated Green ma cudowny skład i ten, na pewno zasłuży na osobną notkę na blogu!







Ostatnio w Krakowie na ul Smoleńsk znalazłam Slow Glow czyli nową drogerię z niszowymi, naturalnymi kosmetykami:) Choć miałam w planie nie kupować nic do pielęgnacji, wyszłam z matową kredką do ust Jusee w odcieniu nude Spoiled Angel:) Kolor jest cudowny a wykończenie całkiem przyjemne- zapach neutralny więc wszystko generalnie na plus:> Do tego bardzo ładny skład i urzekające opakowanie! To największa kosmetyczna nowość i myślę, że z czasem sprawdzę jeszcze coś z kolorówki Jusee:)




Kadzidła z Lekko.cdb już pokazywałam Wam na stories. Tak samo jak kredka do ust kupione w Slow Glow oczarowały mnie zapachem. Lubię kadzidełka ale te klasyczne są dla mnie zbyt sztuczne. Ostatnio miałam podejście do Sattvy ale to jeszcze nie do końca to. Lekko podobają mi się o wiele bardziej a co najważniejsze są wykonane tylko z naturalnych składników. 

Nie korzystam z nich super często, ale jeśli już mam na to ochotę, zależy mi na tym by nie były mocno schemizowane i niezdrowe:)








Wyżej naszyjniki Gold Oscar- pokazywałam Wam je na Insta razem z mniejszymi więc jeśli chcecie zobaczyć je na żywo wpadajcie na dzisiejsze stories:)




Czas na mydełkowy hit- 757 The King Alminty to miętowo cynamonowe mydełko, które niesamowicie mnie zaskoczyło. Głównie dlatego, że jeśli chodzi o naturalne mydełka to naprawdę ciężko mnie oczarować- przerobiłam już tak wiele, że wiem czego się spodziewać. Generalnie jednak mam problem z trafieniem na 'mój' zapach a tutaj zostałam totalnie oczarowana- nuty są bardzo delikatne ale niesamowicie przyjemne i trafiające w mój gust:) Dodatkowo mydełko jest wyjątkowo kremowe- troszkę jak klasyczne Dove, które będąc w liceum bardzo lubiłam:)

Ta kremowość sprawia, że z mydełka korzysta się wyjątkowo przyjemnie i jestem pewna, że nie skończy się u mnie na jednej kostce. Wady? Kostka mogłaby być troszkę większa, bo choć używam go od jakiegoś czasu już boje się kiedy mi się skończy:D






Choć pasta do zębów La-le nie przypadła mi do gustu, to balsam do ust wręcz przeciwnie. Chociaż normalnie nie przepadam za owocowymi zapachami w tego typu kosmetykach, tutaj coś sprawiło, że arbuz strasznie mi się spodobał. Nawet mimo swojej lekkiej syntetyczności, dużej intensywności i niewygodnej formuły słoiczka został moim małym hitem:D Po prostu lubię nakładać go na usta, choć nie wykazuje większych właściwości nawilżających- ot różowa wazelinka o cudnym zapachu. Niby nic a jednak- ma to coś:D W przyszłości na pewno sięgnę po malinę lub truskawkę:)





Co najbardziej wpadło Wam w oko? Co chcecie wypróbować? 
A może same chcecie polecić mi jakieś hity? 


Dajcie znać,

buziaki

Ala

4 komentarze:

  1. Balsam Cynamon z wanilia jest z Czterech Szpakow, a nie z Ministerstwa, Alu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy poleciła byś jakoś produkt z dobrym składem dla dziewczynki 5 letniej na wzmocnienie wlosow? Niestety córka ma bardzo delikatne i cienkie wloski

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie można kupić ten szampon Rated Green?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mgiełka i mydełko trafiają na moją "chciej-listę" :D zapowiadają się bardzo obiecująco. Az LaLe miałam tylko masło kawowe pod oczy i średnio mi się sprawdzało: niby cena ok, zapach fajny ale nie zauważyłam żeby jakoś super wpływało na skórę pod oczami.

    OdpowiedzUsuń

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Hej hej! Fajnie że jesteś!

Napisz co najbardziej Cie zaciekawiło- jeśli masz pytania pisz koniecznie.
Jeśli nie dostałaś odpowiedzi przypomnij mi od najnowszym postem, czasem coś przeoczę :) ❤️❤️

Jeśli wiesz, że możesz pomóc innej czytelniczce, będziemy wszystkie bardzo wdzięczne! ❤️❤️

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.