Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Receznje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Receznje. Pokaż wszystkie posty

11 czerwca 2012

Essie mademoiselle: recenzja + domowe sposoby na naturalny pedicure i piękne stopy.








Dziś połączymy recenzję lakieru z domowymi sposobami na pedicure i gładką skórę stóp:)

Od jakiegoś czasu poszukiwałam idealnego mlecznego lakieru... przez wszystkie zdjęcia jakie widziałam na blogach wbiło mi się w głowę że właśnie Essie mademoiselle może być tym jednym, świetnej jakości lakierem który mi się spodoba- znalazłam je w krakowskiej drogerii i kupiłam- dziś chciałabym trochę o nim napisać.






  



Mademoiselle to mleczny, transparentny róż. Choć inne lakiery Essie wspominam dobrze to do Mademoiselle mam trochę mieszane uczucia. Lakier nie zostawia smug, pięknie i równo rozlewa się na paznokciach. Niestety u mnie dość długo schnie a aby uzyskać odpowiedni efekt muszę nałożyć 4, 5-6 warstw:( 

Trzy warstwy to zdecydowanie za mało i dopiero przy większej ilości lakier ujawnia swoje możliwości. Niestety podobny efekt uzyskiwałam przy pomocy kupionego kiedyś Astor Ultra White French Manicure Kit Nr. 981, lakierów Inglota, Eveline, o Safari nie wspominając. Chyba trochę zgubiła mnie chęć posiadania jednego droższego i dobrego lakieru do frencza... 
Niestety nie mogę powiedzieć aby był wart 30zł.








Gdybym nie musiała nakładać pięciu warstw i tyle czekać na zaschnięcie pewnie byłabym zachwycona- a tak jest bardzo fajnie, ale szału nie ma. Chyba będę szukać lakieru dającego taki efekt i nie angażującego tyle czasu, bo sam kolor i wygląd na płytce bardzo mi się podoba. Ciut podobny efekt, ale bez różowych tonów daje wybielający Inglot już przy pierwszej warstwie.

Lakier nie robi nawet 'pazurków zombie' choć niestety nałożony na nail tek nie wygląda już tak ładnie- ale nie jego w tym wina:) Na wolne zasychanie pomaga trochę wysuszacz ale z pięcioma warstwami mało który zrobi cuda.




  



Korzystając z dobrodziejstwa posiadania bloga popytam Was Kochane- jakie są Wasze ulubione lakiery do francuskiego manicure? Mogą być te bazowe, białe, zestawy- wszystko:))

Wolicie całkiem białe końce czy bardziej naturalne i transparentne?

Ja dalej będę szukać lakieru doskonałego, może dzięki Wam mi sie uda:) Moje paznokcie nie załapały sie na detox bo ciągle są na nail teku i revlonie:)







Tymczasem, aby nie pomijać stóp, zajmiemy sie przygotowaniami do pedicure:) Oczywiście w domowo- naturalnej wersji!


Dziś wieczorem zamierzam zająć sie bardzo zapomnianymi ostatnio stopami- opowiem Wam co mniej więcej robię, krok po kroku.
  







Czas sandałów sie zbliża i chyba każdemu zdarza sie że skóra stóp nie jest tak gładka jak byśmy tego chciały:) Na szczęście przywrócenie im miękkości jest bardzo proste i wszystkich sposobów możemy również użyć na dłonie.

Rozpieszczajmy trochę swoje stopy:>


Na początek nawilżająco- zmiękczająca i odżywcza kąpiel...


Potrzebujemy:

Pół szklanki oleju migdałowego (lub innego jaki posiadamy)
Pół szklanki soli morskiej
Szklankę mleka
Olejek lawendowy lub inny olejek eteryczny jaki lubimy.

W małej misce mieszamy wszystkie składniki z taką ilością wody, abyśmy mogły zanurzyć stopy. Oczywiście używamy ciepłej wody aby wszystko było o wiele bardziej przyjemne!

Po 10 minutach takiej kąpieli nasze stopy będą nawilżone, odżywione a skóra zmiękczona i przygotowana do drugiego kroku jakim jest peeling.



Nawilżający peeling dla skórek i paznokci....

Potrzebujemy:
Pół szklanki oliwy z oliwek
Pół szklanki cukru
Dużej łyżki miodu
Dużej łyżki cynamonu

Wszystko mieszamy razem i korzystając z miski w której trzymałyśmy stopy zaczynamy wcierać w skórę stóp- masując głównie skórki paznokci możemy bardzo ładnie je wygładzić i lekko odsunąć. Jeśli męczy nas zrogowaciała skóra na podbiciu pięt, również pozbędziemy sie jej z pomocą peelingu. Nie tylko złuszczy skórę , ale przede wszystkim natłuści i nawilży, poprawiając jej wygląd.


Ostatnie szlify...

Teraz możemy dokładniej zająć sie skórkami, długością paznokci... Możemy wetrzeć olejek w paznokcie i pomalować je dopiero następnego dnia lub nałożyć balsam i skarpetki- rano efekt murowany:)


Może Wy też macie jakieś ulubione sposoby na pedicure? Piszcie koniecznie, ja dziś właśnie zamierzam zająć sie moimi stopami więc zapraszam abyście sie przyłączyły:))

Miłego wieczoru i buziaki!


Alina

5 lutego 2012

Podkład Match Perfection, ulubione sztuczne rzęsy, kosmetyki, ekologiczne kadzidełka i makijaż:)










Dziś  post troszeczkę o wszytskim... Wczoraj rozpoczęłam na dobre testy nowego Rimmer Match Perfection, który nabyłam w trakcie poszukiwań Maybelline Perfect Stay 24h.


Uwielbiam testować nowe podkłady. Choć mam już mój ideał, zawsze zerkam na nowinki- ostatnio szukałam podkładu który będzie dobrze prezentował sie na zdjęciach zrobionych przy użyciu flash'a. 
Tutaj właśnie Perfect Stay nie ma sobie równych (zobaczcie TUTAJ:)

Niestety kolory okazały sie zbyt różowo- brzoskwiniowe a za mało żółte. Byłam bliska zakupienia podkładu Revlon kiedy zerknęłam na Match Perfection i przypomniałam sobie wszystkie Wasze przychylne opinie. Tym sposobem podkład wylądował w moim koszyku i ma za sobą pierwsze testy.









Co mogę o nim powiedzieć?


Przeszedł pomyślnie test zdjęciowy i bardzo dobrze wyglądał po 8 godzinnej imprezie. Świetnie sie trzymał i nie wymagał poprawek- tutaj należą mu sie brawa.

Krycie przypomina mi krycie kremu BB Lioele Triple The Solution i muszę powiedzieć że cały Match jest trochę jak Lioele... Co akurat zaliczam na plus, tym bardziej że jest trwalszy.


Nie wysuszył skóry tak bardzo jak sie spodziewałam co też mnie zaskoczyło. Nie daje też sztucznego efektu matu czego nie lubię.
Do mojej cery sie nie dopasował- ale jakoś nie wierzyłam w jego niezwykłe możliwości w tym względzie. Kolor True Ivory nie jest idealny, ale całkiem ok- wiem za to że kiedy sie opalę następny, bardziej żołty odcień bedzie super.











Podkład trzeba szybko rozprowadzać bo 'utrwala' sie na naszej buzi  i lekko zasycha- jeśli nie nałożymy go odpowiednio szybko może sie rolować- lepiej też nakładać go pędzlem niż placami.


Lubie go- podoba mi sie konsystencja i to jak trzyma sie skóry nie wysuszając jej. Podoba mi sie to jak fajnie wyglądają na nim rozświetlacze i że jego delikatny mat podkreśla ich efekt.


Ładnie ujednolica koloryt- choć sam nie musi dobrze zakrywać przebarwień trądzikowych to stanowi dobrą bazę dla korektorów- lepiej sie na nim trzymają.


Jest trochę widoczny na buzi- nie jest to efekt maski, ale jakby 'zbyt idealna' cera:)) To śmieszne bo niekoniecznie takiego efektu  sie spodziewałam. Jeśli używacie jasnego odcienia warto użyć dodatkowo satynowego bronzera i matowego różu oraz rozświetlacza w płynie. Bez nich buzia wygląda na 'płaską' ale z nimi- jak ze zdjęcia.


Cena- bardzo przystępna, choć produktu nie jest dużo to 26zł i tak jest rozsądnym wyjściem.



Wiem że wiele z Was go używa- czy też go lubicie?













 Ostatni makijaż jaki wykonywałam z jego użyciem uzupełniłam właśnie bronzerem Lily Lolo Waikiki, różem Lioele i rozświetlaczem High Beam. Niżej moje ulubione ostatnio kosmetyki:)





  







 I ukochane rzęsy. Wiele z Was pyta mnie o rzęsy które mogłabym polecić. Są to oczywiście Ardell- szczególnie numery: 111, 113, 123, 124, 129. Nie jestem wielką fanką demi Whipes bo sa 'tempo' zakończone- a to akurat daje lekko sztuczny efekt ponieważ nasze rzęsy kończą sie ostro.


Ulubionymi rzęsami, których używam ostatnio, są rzęsy zwykłej, taniej filmy, kupione w drogerii na początku ulicy Długiej w Krakowie (idąc od Plant, po lewej stronie:) za 16zł.

Te są zakończone idealnie- wyglądają bardzo naturalnie- wczoraj miałam je na sobie i moja koleżanka powiedziała że wyglądam inaczej ale nie zauważyła rzęs- musiałam jej pokazać gdzie dokładnie są.

Aby wszystko wyglądało naturalnie tnę moje rzęsy na kawałki.  Mają gruby pasek który utrudnia nalepianie ich w całości, ale ułatwia naklejanie takich 'szerszych kępek'. 
Tnę rzęsy na pół i przyklejam przy zew. kącikach tak aby trafić krótszymi włoskami w środek lini naturalnych rzęs. Potem docinam krótsze fragmenty i doklejam po środku aby zagęścić naturalne rzęsy i aby 'zmieszać' je ze sztucznymi:)

W ten sposób unikamy naklejania czegokolwiek w okolicy wewnętrznego kącika- gdzie jest najtrudniej i najłatwiej popełnić błąd. Jeśli popatrzycie na zdjecia gwiazd zobaczycie że ich sztuczne rzęsy rzadko zbliżają sie do wew, kącików- a właśnie takie położenie najczęściej zdradza sztuczność rzęs.
Rzęsy przy wew, kąciku wystarczy czasem mocniej wytuszować aby optycznie wyrównały sie ze sztucznymi.






  








Chciałam pokazać Wam też coś co ostatnio mnie trochę zaskoczyło- naturalne kadzidełka kupione w 'eko sklepie'.

Nie znoszę zapachu kadzidełek. Nigdy go nie lubiłam i ciężko mił było wytrzymać w sklepie z indyjskimi ubraniami, gdzie zwykle są palone. Wiem że wiele osób lubi takie zapachy (lubicie?) ale ja jakoś nie mogłam sie przekonać... Tym bardziej że słyszałam wiele niepochlebnych opinii na temat tego że mogą powodować bóle głowy i nie są zbyt zdrowe.


Do niedawna bo ostatnio natknęłam sie na całkowicie naturalne kadzidełka Natu Rense, które nie zawierają żadnych barwników ani syntetycznych aromatów. Kupiłam na próbę Calm Night, czyli wetiwer i rumianek.











Zapach jest inny- delikatniejszy i mniej sztuczny. Choć ta kompozycja i tak najbardziej przypomina klasyczne- bo wąchałam parę zupełnie nie przypominających zapachu 'zwykłych' kadzidełek. Ma ułatwiać zasypianie:) Coś dla mnie. Chyba trochę pomaga- polubiłam ten zapach i kiedy mi sie skończą pewnie znów sie skusze:) Zapalanie ich wieczorem stało sie całkiem fajnym rytuałem:)


 40 pałeczek w opakowaniu + podstawka kosztuje 20zł.












Nabawiłam sie zapalenia krtani. Nic nie mówię- rozmowa przez telefon ze mną to żałosne 'słuchowisko' :) Choroba popsuła moje 'filmowe' plany... Zamieniłam sie za to w automat do picia ciepłych herbatek...


 Znacie może jakieś domowe sposoby na zapalenie krtani?:(



Niżej makijaż który postaram sie wrzucić jutro:)








Buziaki Kochane:)

Ala

2 listopada 2011

Recenzja kosmetyków Mollon.








Dzisiaj mam dla Was recenzje kosmetyków firmy Mollon Cosmetics- szminek, cieni, lakieru i różu. 


Szminki zdecydowanie najbardziej przypadły mi do gustu! 
 
VoLip Volume Lipstick to szminka wygładzająca i powiększająca optycznie.
Choć cudów się nie spodziewałam to muszę przyznać że producent wywiązuje się z obietnic! Szminka niesamowicie nawilża i wygładza usta przez co wydają się być pełniejsze i jeszcze bardziej ponętne. 

Uczucie na ustach jest bardzo miłe- myślę że szminkę polubią dziewczyny które mają problem z suchymi ustami. 

Pigmentacja jest mocna ale szminka nie wygląda sztucznie. Lekki błysk również potęguje naturalność.




Mleczne Cappucino z prawej i Różany beż  z lewej.





 
Szminki są umiarkowanie trwałe i przy jedzeniu mogą znikać:)


Pomadka zawiera aktywne składniki:
  • Maxi lip - kompleks na bazie kolagenu, wygładza usta, przywraca sprężystość i elastyczność skórze, opóźnia procesy starzeniowe, optycznie powiększa usta
  • Olejek z kiełków pszenicy - bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych i witaminy E; chroni przed nadmierną utratą wody, szkodliwym promieniowaniem UV i wolnymi rodnikami; uelastycznia i wygładza naskórek
  • Olejek monoi - nadaje skórze miękkość, jedwabistość, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych i słońca, a także przed utratą wody
  • Olej meadowfoam - naturalny olej roślinny, nadaje skórze gładkość, jedwabistość, działa zmiękczająco, głęboko nawilża, nie pozostawia uczucia tłustości, ciężkości.


Opakowanie mogło by być prostsze i bardziej klasyczne.
Szminki kosztują około 10zł i mogę je Wam z czystym sumieniem polecić:)



 Różany beż.



 Mleczne Cappucino.






Rouge Modeling to modelujący róż do policzków. 
Posiadam kolor Bronzees, który jest raczej bronzerem.

Tym różem nie jestem zachwycona ale nie wiem jak ma się sprawa z innymi kolorami. Mój róz to mat w kolorze sepii z małymi srebrnymi drobinkami. Jest trochę za ciemny i zbyt ceglasty. Na skórze jest widoczny jako kosmetyk a małe drobinki jakoś specjalnie skóry nie rozświetlają. Kosmetyk jest dość trwały ale nie zachwyca. Opakowanie pozostawia wiele do życzenia.

Róże kosztują 10zł.








Rainbow Touch to cienie do powiek z bazą pod makijaż. Ja mam akurat wersje matową (Smoky Eyes Mat) ale są też wersje perłowe. W opakowaniu zamknięte są 3 cienie i baza. Baza to jasny transparentny cień. Zupełnie się nie sprawdza. Ale same cienie są dość mocno napigmentowane- generalnie im ciemniej tym lepiej:)

Efekt jaki dają na powiecie jest bardzo ładny-cienie zmielone są bardzo drobno przez co makijaż wygląda ślicznie. Najlepiej sprawdzają się na bazie Inglota (tej kremowej) i w takim połączeniu są trwałe. Nawet bez bazy nie zbierają się w załamaniu i nie wędrują po powiece- podsumowując- fajne cienie w dobrej cenie.

Cienie kosztują około 10 zł- tutaj nie jestem pewna.










Nail Lacquer Bamboo Extract też zrobił na mnie dobre wrażenie. Choć jak wszystkie lakiery ściera się na końcach paznokci po 3-4 dniach, to już jedna warstwa ładnie pokryła płytkę. Dwie cieńcie warstwy to zupełny ideał. Kolor jest bardzo intensywny a lakier po zaschnięciu długo lśni na pazurkach. Lakier wysycha szybko a pędzelek jest bardzo wygodny.

Bardzo dobry lakier w przystępnej cenie.

Cena: około 8 zł.








Niżej możecie zobaczyć swatche- od lewej: róż,  szminki:  Różany beż i Mleczne Capuccino, Cienie: Baza, cień biały, szary i ciemny szary.







Czy miałyście już jakiś kontakt z kosmetykami firmy Mollon? Czy któreś z nich polubiłyście lub przeciwnie- możecie odradzać?


Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii oraz tego co myślicie o prezentowanych produktach:)



Całuski!


Brunetka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.