Dziś połączymy recenzję lakieru z
domowymi sposobami na pedicure i gładką skórę stóp:)
Od jakiegoś czasu poszukiwałam
idealnego mlecznego lakieru... przez wszystkie zdjęcia jakie
widziałam na blogach wbiło mi się w głowę że właśnie Essie
mademoiselle może być tym jednym, świetnej jakości lakierem który
mi się spodoba- znalazłam je w krakowskiej drogerii i kupiłam-
dziś chciałabym trochę o nim napisać.
Mademoiselle to mleczny, transparentny
róż. Choć inne lakiery Essie wspominam dobrze to do Mademoiselle
mam trochę mieszane uczucia. Lakier nie zostawia smug, pięknie i
równo rozlewa się na paznokciach. Niestety u mnie dość długo
schnie a aby uzyskać odpowiedni efekt muszę nałożyć 4, 5-6 warstw:(
Trzy warstwy to zdecydowanie za mało i dopiero przy większej ilości
lakier ujawnia swoje możliwości. Niestety podobny efekt uzyskiwałam
przy pomocy kupionego kiedyś Astor Ultra White French Manicure Kit
Nr. 981, lakierów Inglota, Eveline, o Safari nie wspominając.
Chyba trochę zgubiła mnie chęć posiadania jednego droższego i
dobrego lakieru do frencza...
Niestety nie mogę powiedzieć
aby był wart 30zł.
Gdybym nie musiała nakładać pięciu
warstw i tyle czekać na zaschnięcie pewnie byłabym zachwycona- a
tak jest bardzo fajnie, ale szału nie ma. Chyba będę szukać
lakieru dającego taki efekt i nie angażującego tyle czasu, bo sam
kolor i wygląd na płytce bardzo mi się podoba. Ciut podobny efekt, ale bez różowych tonów daje wybielający Inglot już przy pierwszej warstwie.
Lakier nie robi nawet 'pazurków
zombie' choć niestety nałożony na nail tek nie wygląda już tak
ładnie- ale nie jego w tym wina:) Na wolne zasychanie pomaga trochę wysuszacz ale z pięcioma warstwami mało który zrobi cuda.
Korzystając z dobrodziejstwa posiadania bloga popytam Was Kochane- jakie są Wasze ulubione lakiery do francuskiego manicure? Mogą być te bazowe, białe, zestawy- wszystko:))
Wolicie całkiem białe końce czy bardziej naturalne i transparentne?
Ja dalej będę szukać lakieru doskonałego, może dzięki Wam mi sie uda:) Moje paznokcie nie załapały sie na detox bo ciągle są na nail teku i revlonie:)
Tymczasem, aby nie pomijać stóp, zajmiemy sie przygotowaniami do pedicure:) Oczywiście w domowo- naturalnej wersji!
Dziś wieczorem zamierzam zająć sie bardzo zapomnianymi ostatnio stopami- opowiem Wam co mniej więcej robię, krok po kroku.
Czas sandałów sie zbliża i chyba każdemu zdarza sie że skóra stóp nie jest tak gładka jak byśmy tego chciały:) Na szczęście przywrócenie im miękkości jest bardzo proste i wszystkich sposobów możemy również użyć na dłonie.
Rozpieszczajmy trochę swoje stopy:>
Na początek nawilżająco- zmiękczająca i odżywcza kąpiel...
Potrzebujemy:
Pół szklanki oleju migdałowego (lub innego jaki posiadamy)
Pół szklanki soli morskiej
Szklankę mleka
Olejek lawendowy lub inny olejek eteryczny jaki lubimy.
W małej misce mieszamy wszystkie składniki z taką ilością wody, abyśmy mogły zanurzyć stopy. Oczywiście używamy ciepłej wody aby wszystko było o wiele bardziej przyjemne!
Po 10 minutach takiej kąpieli nasze stopy będą nawilżone, odżywione a skóra zmiękczona i przygotowana do drugiego kroku jakim jest peeling.
Nawilżający peeling dla skórek i paznokci....
Potrzebujemy:
Pół szklanki oliwy z oliwek
Pół szklanki cukru
Dużej łyżki miodu
Dużej łyżki cynamonu
Wszystko mieszamy razem i korzystając z miski w której trzymałyśmy stopy zaczynamy wcierać w skórę stóp- masując głównie skórki paznokci możemy bardzo ładnie je wygładzić i lekko odsunąć. Jeśli męczy nas zrogowaciała skóra na podbiciu pięt, również pozbędziemy sie jej z pomocą peelingu. Nie tylko złuszczy skórę , ale przede wszystkim natłuści i nawilży, poprawiając jej wygląd.
Ostatnie szlify...
Teraz możemy dokładniej zająć sie skórkami, długością paznokci... Możemy wetrzeć olejek w paznokcie i pomalować je dopiero następnego dnia lub nałożyć balsam i skarpetki- rano efekt murowany:)
Może Wy też macie jakieś ulubione sposoby na pedicure? Piszcie koniecznie, ja dziś właśnie zamierzam zająć sie moimi stopami więc zapraszam abyście sie przyłączyły:))
Miłego wieczoru i buziaki!
Alina
Alina





