4 grudnia 2010

Najlepszy błyszczyk, Ives Rochers.


Yves Rocher, Couleurs Nature, Gloss Sublimateur Repulpant - błyszczyk powiększający usta- jedyny niezawodny, ukochany błyszczyk!

Nabyłam go już jakis czas temu i kiedy potzrebuje naprawde trwałego efektu zawsze wybieram właśnie jego: )
Kosztuje 32 złote ale jakość naprawdę dorównuje Diorom i innym błyszczykom górnopółkowym:)
Kolory są dość delikatne i transparentne ale dzieki nim usta zyskują ten nieuchwytny urok.
Z tego co pamietam nawet Agnieszka z http://www.82inez.blogspot.com/ robiła filmik o produktach Yves Rocher i bardzo chwaliła ten błyszczyk więc nie jestem odosobniona:)

Zalety:
Trwałość- 3-4 godziny nie schodzi z ust, nieważne czy jemy i pijemy czy nie.
Równo sie rozprowadza i tak samo znika: )
Piękny efekt tafli z drobinkami!
Ładne poręczne opakowanie, nic nie wypływa i nie kleji sie
Aplikator w pędzelku- mi bardzo odpowiada łatwo dozować ilość produktu na usta
Cena- mam poczucie że za 30zł mam błyszczyk w jakości górnopółkowej!
Objętość- jest całkiem duży- niby 5ml ale jak dla mnie jest tego sporo więcej.
Kolory i wersje z drobinkami i bez: )

Minusy:
nie powiększa, lekko chłodzi, usta wyglądają na delikatnie większe ale raczej dzięki temu że błyszczyk równo je pokrywa:)
Gama kolorów mogłaby być jadnak większa...




Tak wygląda z flashem: )





A tak w świetle dziennym...



Jeśli szukacie trwałego błyszczyka na sylwestra zdecydowanie go polecam- ja sama zaopatrze się jeszcze jakiś jaśniejszy kolor jesli taki znajde: )

 Całuje gorąco!

3 grudnia 2010

Zakupy/ haul.



YES YES YES! Wreszcie porządne zakupy::D

Wczoraj wybrałam sie do galerii kazimierz do Body Shopu z zamiarem kupienia wypiekanych cieni... a że jeszcze po drodze napatoczyło się stoisko Vipery: >
W rezultacie zaopatrzyłam sie w błyszczyk i cień:D

W Body shop kupiłam:
Cień wypiekany w odcieniu 08 amethyst za 39zł
Koloryzujący balsam do ust Delipscious w kolorze jasny róż (kocham jasne róże) za 25zł
no i dostałam za 1 zł kakaowy balsam do ciała:)

W Viperze kupiłam:
Sypki cień Galaxy nr 135 za oj...chyba 11zł
Błyszczyk Small Gigant nr 35 za chyba 10żl




Te cienie w Body Shopie są cudowne- mają niesamowite kolory i troszke przypominaja mineralne cienie maca: ) Ja kupiałam fiolet chociaż naprawde długo nie mogłam sie zdecydować... Ich jakość jest naprawde świetna i pięknie wyglądają na skórze- dziś wieczorem przetestuje je na oczach... no i mam ochote na wyszstkie kolory:)






Teraz cień Vipery- naprawdę uwielbiam Viperę i uważam że ich sypkie cienie i brokaty są tak samo świetne jak Inglota a o połowe tańsze...szcególnie na ich stronie internetowej:)
Cień ktory kupiam to nr 135- ciemny różo-pomarańcz mięniący sie na różowo:>>
Naprawde cudnie opalizuje:O





A tak wygląda cień na oczach- to mkaijaż który zrobiłam rano... no i cien mnie zachwycił...chyba trzeba wybrać sie po więcej:D



tutaj z błyszczykiem Vipery....


a tutaj z balsamem body shopu:D




Teraz czas na dwa kosmetyki do ust- błyszczyk Vipery i balasam Body Shopu.




Vipera ma naprawde ogromny wybór błyszczyków i większość jest bardzo dobrej jakości- mój zachwycił mnie ślicznym kolorem i opalizującymi drobinkami:D




A tutaj koloryzujący balsam do ust Body Shopu- nawilża i pięlegnuje naprawdę dobrze no i daje śliczny subtelny kolorek- był chyba w 4 lub 5 odcieniach a ja wybrałam jasny róż ponieważ szukałam czegoś co mogłabym nosić w zimie bez obawy że wysuszy moje usta- narazie jest dobrze zobzcaymy jak bedzie sie spisywał na dłuższą mete.


Posumowywując- to był naprawde udany dzień- trafilam jeszcze na stoisko KOBO i muszę sie tam troche pokręcić bo jestem bardzo ciekawa tej firmy... no i troche sie obawiam rozczarowania;/

Tak czy siak caluje Was wszystkie, trzymam kciuki za Wasze mikołajkowe zakupy:>

Pa pa!


2 grudnia 2010

Makijaż dzienny.



Hej Dziewczyny!

Dzisiaj chcę Wam pokazać mój szybki makijaż zrobiony na dziś przy pomocy nowego mininabytku- kredki do oczu Eyepen z H&M.
Kredka ma śliczny kolor- lekko opalizuje- i pełno brokatu w sobie... ten jeden kolorek szczególnie przypadł mi do gustu więc wrócił ze mną do domu.
I jak wiadomo- H&M więc jakość generalnie słaba, szczególnie obawiałam sie o trwałość więc sprawdziłam go z bazą art deco i musze powiedzieć że na powiekach kredka trzymała sie zaskakująco dobrze- najlepiej podłożyć pod spód troche niebieskiego cienia.
Wytrwała cały dzień więc egazmin zdany- niestety bez bazy już po chwili zbiera sie w załamaniach powiek;/








Tak wyglądała całość makjiażu robionego rano poza domem hi hi: >
Dziś byłam na zakupach z których jutro zdam relacje więc zapraszam jutro na więcej!
Całuski!!





1 grudnia 2010

Dr Hauschka kosmetyki, recenzja.



Witajcie Kochane!
Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o moich doświadzceniach z kosmetykami firmy Dr. Hauschka : )

Wiele kobiet interesujących się kosmetykami przechodzi przez etapw którym zastanawiają się- może wszytskie składniki obecne w produktach drogeryjnych wcale nie pomagaja mojej skórze? Może spróbować pielęgnacji czymś co nie jest syntetyczne czy sztucznie pozyskiwane?
Ja oczywiście jako kosmetykomaniaczka też przeszłam ( a może nawet jeszcze przechodze:D) przez ten etap co zaowocowało masą ciekawych doświadczeń ale też masą wydanych pieniędzy na niekoniecznie najlepsze dla mnie kosmetyki: (
Był bowiem moment w którym postanowiłam wymienić całą kosmetyczkę na ekologiczną... w tym okresie nie aplikowałam na skórę nic 'nienaturalnego' i ku mojemu zaskoczeniu nie doświadzcyłam cudownej przemiany skóry: (
Kosmetyki Dr. Hauschka stosowałam uparcie dość długo- około 3 miesięcy. Postaram się streścić jakie były moje wrażenia, któych kosmetyków uzywałam i które były dla mnie najlepsze.
Omówię produkty w polecanej kolejności ich używania...
(w trakcie postanowiłam rozbić ten post na 2 części...bo pisałam pisałam i jakoś sie nie kończył)








Zaczniemy od kremu oczyszczającego- swego czasu sprawiłam sobie jeden i zużyłam opakowanie do końca.
Metalowa tubka wielkości pasty do zębów mieści w sobie pachnącą migdałami i alkoholem brązowa oleista maź która nakładamy na zwilżoną skóre i dociskamy opuszkami palców by potem spłukac letnią wodą. Cały zabieg trwa w praktyce około 15 minut, jest bardzo przyjemny choć z czasem troche upierdliwy.
Po paru dniach stosowania zmuszona byłam powitać małych gości- pryszcze! Stosowałam preparat dalej mysląc że skóra sie oczyszcza i skończyłam opakowanie a efekt nie minął...Nie zakupiłam więc nowej tubki i wszystko wróciło do normy... Więc niestety- to produkt nie dla mnie.
Dużą jego zaletą jest to że skóra po myciu nim jest ładnie oczyszczona, świetlista, nie pojawia się uczucie śćiągnięcia. Wiem że calkiem sporej grupie osób ten produkt bardzo posłuzył i naprawę żałuję że moja skóra tak się zbuntowała.




Następnym produktem jest krem do demakijażu- typowy dość rzadki krem pachnący ziołami w dużej butli (145 ml). Bardzo delikatny- nie podrażnił mojej skóry i nie piekł przy nakładaniu. Zmywałam nim cięzki makijaż oczu i niestety musiałam powtarzać zabieg 4 razy:D Nie używałam płatków kosmetycznych tylko masowałam twarz kremikiem a następnie spłukiwałam zimną wodą.
Więc generalnie przy mocniejszym makijazu troche sie nameczymy co jest wynagrodzone poczuciem cudownie nawilżonej skóry- naprawdę nawet żaden olejek do demakijażu nie dawał poczucia takiego konfortu co ten krem.
Nie jestem w stanie stwierdzić czy akurat ten produkt przyczynił sie do moich Hauschkowych problemów skornych ponieważ używałam go zawsze w połączeniu z innymi. Trzeba mieć jednak na uwadze że tak jak reszta może być troche drażniący ze względu na alkohol w składzie.
Cena jest w tym wypadku adekwatna do jakości i objętości- produkt wystarczy nam spokojnie na 2-3 miesiące więc wydatek rzędu sześćdziesięciu złotych nie będzie wielką tragedią. Myśle że to z bardziej udanych produktów Dr. Hauschki i moge z powodzeniem polecić go nie tylko osobom lubiącym ekologiczne kosmetyki: )



Kiedy już oczyścimy naszą skóre powinniśmy potraktować ją odświeżającym lub regulującym tonikiem do twarzy. Ja miałam ten pierwszy- używałam go na noc zamiast kremu i w ciągu dnia. Myśle że znacząco przyczynił się do wysuszenia i podrażanienia mojej skóry (zaczęłam mieć suche i łuszczące sie szorstkie policzki, skora była zaczerwieniona) czemu winny jest jak sądze alkohol a być może też któroś z ziół... Nie zaobserwowałam żadnych pozytywnych efektów w stylu mniejszych zaskórników więc posiadaczki suchej skóry powinny uważać- pomimo naturalnego składu, pięknej buteleczki i cudownego zapachu produkt może sporo namieszać.




Teraz przejdźmy do kremów- miałam okazje używać trzech kremów Dr. Hauschki - różanego, różanego w wersji lekkiej i kremu tonującego.
Krem różany to największy hit Dr. Hauschki i myślę że faktycznie ten krem potrafi zrobić dużo dobrego- ja niestety miałam po nim objawy przypominające te które wystąpiły po kremie oczyszczającym- wysyp maleńkich pryszczyków i wysuszona, poirytowana skóra;/
Zapach kremu jest cudowny (róże!) konsystencja przypomina krem nivea, nawilża dość dobrze jadnak mam wrażenie że na krótko. Jakość kremu jest naprawde imponująca jednak na mnie zadziałał tylko negatywnie... umiem sobie wyobrazić że jest w stanie pozytywnie wpłynąć na skóre a nawet jakoś zminimalizować zamrszczki czy wyrównać koloryt, jednak moja sucha skóra wogóle go nie polubiła.
To samo miała miejsce z jego lekką wersją- krem jest bardzo przyjemny w stosowaniu, i nawilża tak samo jak poprzednik, jednak po godzinie znika i musimy reaplikować go znowu. Myślę że może być dobrym rozwiązaniem dla mlodych osób które nie mają skóry wrażliwej.
Na mnie niestety w ogóle sie nie sprawdził a bardzo żałuje: (


Następny kremik który używałam to krem tonujący w cudnym jasno brązowym (chłodny brąz, kupiony za około 60zł)). Po jego nałożeniu skóra wygląda niesamowicie; nabiera pięknego zdrowego koloru, niestety efekt trwa bardzo krótko- po góra godzinie nie ma śladu kremu na naszej twarzy: (
Konsystencja, zapach i całościowy efekt (pomijając kolor) sprawia że mamy wrażenie obcowania z kremem różanym z dodatkiem koloru:D
Zastrzeżenia mam takie jak do reszty- może za dużo alkoholu... nie wiem w każdym razie skutki opłakane:D






Dalej... ( tak będzie tego jeszcze dużoo więcej) mamy koloryzujący fluid- rzadka, kremowo-żelowa emulsja o pieknym rdzawym kolorze: )(zakupiony za około 80zł) Właśnie przez to że jest dość rzadka zarówno dobrze sie rozprowadza jak i ma tendencje do czepiania sie wszelkich niedoskonałości;/ Trudno narobić sobie nią plam ale jeśli mamy cere z wysuszonymi skórkami, pryszczykami czy alergią możemy zapomnieć o tym produkcie- wszytkie niedokonałości niesamowicie 'wyciaga' optycznie. Jeśli jednak mamy gładką skore mozemy cieszyć sie piękną opalenizną. Łatwo ją stopniować ale też łatwo zrobić plame w ciągu dnia np mokrym palcem:D Produkt zdecydowanie dla posiadaczek idealnych, niewrażliwych cer- kiedy ja nałożyłam go w pierszwej chwili byłam zachwycona... potem skóra zrobiła sie jakby śćiągnięta, bolała przy dotykaniu a sam fluid schodził nierównomiernie przez co miałam wrażenie że po paru godzinach mam na twarzy palcki;/ No i trodno po jakimś czasie dołożyć produktu by wyrównać całość bo wszystko sie 'mazia'... ale zastrzegam że to tylko moja sucha kapryśna sóra mogła nastręczać tylu problemów.





 



Teraz porzućmy na chwile kosmetyki pielęgnacyjne i zajmijmy sie kosmetykami do makijażu: )
W chwili kiedy postanowiłam- nigdy więcej normalnych tuszy koło oczu- musiałam zaopatrzyć sie w tuszyk ekologiczny no i wybór padł oczywiście na Hauschkowym Volume Mascara (60zł) jako na podobno jedyny który w ogóle widać:D
Zakupiłam odrazu dwa kolorki- czerń i oberżynke- ta druga okazała sie naprawde cudowna ale... no własnie niestety chyba trzeba zacząć od wad...
Pierwszą rzeczą jaka niestety odrazu mnie zraziła to uczucie pieczenia w momencie zbliżania szczoteczki do oka- mam wrażenie że ulatuje z niej alkohol i to właśnie on szczypie w oczy: ( Trzeba troche pomachać szczoteczką w powietrzu żeby można było bez obaw pomalować nia rzęsy.
Pierwsza warstwa jest bardzo delikatna- ponieważ tusz tak naprawde dłuuugoo nie zasycha do końca rzęsy błyszczą i wyglądają na zdrowe: ) Niestety żeby nałożyć kolejną warstwe i nie zklejić rzęs trzeba poczekac na wyschnięcie pierwszej w minimalnym stopniu. Szczoteczka jest dośc mała i gesta- nie rozczesuje rzęs jakoś imponująco ale też nie ejst najgorsza. Łatwo sie nią niestety ubabrać.







No i teraz przechodzimy do kluczowej kwestii- trwałości.
Wiedziałam że po tuszu ekologicznym nie powinnam się spodziewać cudów a jednka jakąś tam nadzieje na dobrą trwałość miałam. I tu sie przeliczyłam. Cały tusz możemy zmyć przecierając oczy wodą. W deszczowy dzień po 30 minutach zamieniamy sie w pande a na rzesach nie ma po tuszu śladu. Cały dzień tuszyk wesoło wedruje sobie w okół naszych oczu nawet kiedy jest ciepło... w wilhgotne dni to prawdziwa porażka. Najgorzej było z kolorem oberżyna, który robił w efecie oczy tak zmeczone jakbym czuwała cały tydzień- cały fiolet schodził na dolną powieke a z niej pod oczy- tragedia.
Słaba trwałość była głownym powodem dla którego postanowiłam zrezygnowac z tych tuszy całkowicie: ( Chciałabym napisać że to dobre tusze dla kogoś kto lubi delkatny naturalny efekt zdrowych rzęs... ale watpie by wiekszość z Was lepiej zniosła 'wieczną pandę' na wlasnych oczach niż ja. Myślę że jeśli nie chcemy szkodzić swoim oczom lepiej zainwestować w tusz z apteki (np. la roche posay) niż katować sie z tuszem Hauschkowym. Muszę dodać że po nałozeniu tuszu dziś (do zdjęć) oczy zaczęły mnie lekko boleć i piec... definitywnie więc żegnam się z nim.









W tej części rozpraw o Hauschkowych kosmetyckach to chyab wszytsko: )
Na następny raz zostawiłam: różaną maseczke, olelek do włosów z neem, krem do mycia ciała z róży, kąpiel cytrynową, olejek regulujący do twarzy i koncentrat kondycjonujący sensitiv.
Mam nadzieję że moje zmagania na coś Wam sie przydadzą! A czy Wy macie jakieś doświadczenia z hauschkowymi produktami? Jak działały na Was? Czekam na Wasze opinie i pytania!
Całuje gorąco!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.