29 października 2014

Meteoryty Guerlain; czy są warte swojej ceny?:)







Meteoryty to w świecie kosmetyków kolorowych jedne z bardziej luksusowych i cieszących się najlepszą sławą. Doczekały się mnóstwa podróbek i naśladowców, wiele firm ma rozświetlające kulki w swojej ofercie. Ceny są wysokie, jakiś czas temu Guerlain wypuściło na rynek nową wersję. Kuleczki są mniejsze, pojemność również trochę mniejsza, cena niestety została bez zmian. Za zmniejszaniem objętości opakowania na pewno przemawia fakt, że nawet obecnie ciężko kuleczki zużyć, szkoda jednak, że cena również nie poszła w dół. Po sprawdzeniu wielu tańszych wersji musiałam skonfrontować je z oryginałem.

Posiadam Medium czyli trójkę. Zastanawiałam się jeszcze nad Ore, ale był dla mnie zbyt ciemny, niestety w ofercie nie mamy wersji która była by idealna dla oliwkowych dziewczyn. Z mojego opakowania musiałam wyciągnąć właściwie wszystkie różowe kulki, bo zdecydowanie nie pasowały do odcienia mojej cery. Teraz jest już ok i kuleczki nie sprawiają że moja cera zmienia odcień na różowy.

Mamy tutaj fiolet, dwa odcienie cieliste, róż, perłę i żółty. Róż jest lekko opalizujący, żółty i fiolet to najbardziej matowe kulki, cieliste odcienie szampana zawierają drobinki. Różnicę dobrze widać na zdjęciu niżej.





Opakowanie jest oczywiście bardzo ładne, choć akurat jeśli chodzi o nie, byłam odrobinkę zawiedziona. Wcześniejsze wersje wyglądały na bardziej dopracowane.

Na szczęście tym razem w opakowaniu mamy wygodny w czyszczeniu puszek, którym możemy nałożyć puder i akurat dobrze się sprawdza.

Zapachu nie lubię ale to kwestia indywidualna:). Kojarzy mi się trochę ze starymi pudrami mamy i cioci.
Najczęściej nakładam puder przy pomocy pędzla do różu lub nawet flat topa, którym lepiej dociskam produkt do skóry. 






Przejdźmy do sedna;). Czy Meteoryty to faktycznie tak genialny kosmetyk i czy jest wart swojej dość wygórowanej ceny?

Chyba będę musiała ostudzić trochę atmosferę i podejść do fenomenu kulek z mniejszym zachwytem.
To nie tak, żebym była z nich wybitnie niezadowolona czy nimi zawiedziona. Lubię ten kosmetyk i pewnie będzie mi go troszkę brakowało kiedy się skończy, ale nie ze względu na efekt, ale raczej samą przyjemność używania;).
Wiem, że kuleczki mają wiele zagorzałych wielbicielek. Ponieważ sama 'wyłożyłam' na nie całkiem sporo gotówki, również bardzo chciałam aby uczyniły cud na mojej twarzy. Ale mówiąc szczerze, efekt jest całkiem normalny.






Ok, faktycznie, jeśli na co dzień jesteśmy przyzwyczajone do klasycznych pudrów a szukamy czegoś z lekkim efektem rozświetlenia raczej w klasycznych drogeriach, Meteoryty mogą okazać się strzałem w dziesiątkę. Jeśli jednak mamy doświadczenie chociażby z rozświetlającymi podkładami i pudrami mineralnymi, kuleczki nie zrobią na nas aż tak powalającego wrażenia. Przynajmniej tak właśnie było u mnie.

Choć lubię efekt jaki dają i bardzo mi się podoba, to nie mogę powiedzieć by był o wiele lepszy od tego jaki uzyskuje z Flawles Silk Powder Lily Lolo czy rozświetlającym Anabelle Minerals. Działa i wygląda trochę inaczej, bo w wypadku kulek mamy różne rodzaje świecenia, ale całość nie jest ani o wiele bardziej powalająca ani niesamowita ani znacznie lepsza. Jest za to lepsza niż Mineralize Skinfinish Maca, puder rozświetlający Smashboxa, bo jest bardziej subtelna.


Jest trochę inna ale ciągle nie mogę powiedzieć by był to efekt 'wow'. Tak samo lubię rozświetlające minerały i osoby postronne, spytane za bardzo nie były w stanie rozpoznać po której stornie 'leżą' Meteoryty. 

Niezależnie od tego czy byli to mężczyźni czy kobiety, nawet po wtajemniczeniu było ciężko. Wy pewnie też będziecie miały problemy z rozpoznaniem po której stronie znajdują się Meteoryty...


Zbliżenia to jedyna opcja na ocenę zajęciową- z daleka nie ma na nią szans;)






Wtajemniczone znajome zgadywały po uprzednim dokładnym lustrowaniu mojej skóry z bliska.
Ja oczywiście wiedziałam która strona powinna prezentować się lepiej... To pokazało mi, że widzę trochę więcej niż inni i być może efekty nie są aż tak oczywiste czy powalające;). W ramach ciekawostki- po prawej rozświetlający Anabelle.


Teraz wiem, że po rozświetlającym pudrze nie powinnyśmy spodziewać się niczego więcej niż to, co sugeruje nazwa. Nie nastąpi żadne spektakularne odmłodzenie skóry. Za to mogę potwierdzić, że Meteoryty delikatnie łagodzą rysy i sprawiają że wydają się bardziej hm... subtelne, miękkie:).


Płacimy więc za markę, za opakowanie i za to, że żaden stworzony na jego podobieństwo produkt nie da nam takiego efektu. Sama sprawdziłam chyba z 6 podobnych kulek, zaczynając od Lioele na Avonie i Veronie kończąc. Właściwie nic nie jest bliskie efektowi jakie dają Meteoryty.


Na pewno jest to jeden z lepszych produktów rozświetlających z jakimi się spotkałam.

Powiedziałabym że będzie w pierwszej piątce, co nie zmienia faktu, że cena jest mocno przesadzona i spokojnie mogłybyśmy płacić za nie o połowę mniej. Kosztują bowiem ponad 250zł i jeśli już chcemy się w nie zaopatrzyć, najlepiej jest czekać na promocje, wykorzystywać rabaty lub szukać ich na lotniskach w strefie bezcłowej:).
Za kulkami przemawia też fakt, że jeśli nie chcemy kupować minerałów na odległość, są najlepszym wyjściem. Właściwie ciężko mi podać sensowny odpowiednik kulek (lub kosmetyk dający lepszy efekt), który możemy kupić stacjonarnie.


Jestem ciekawa czy miałyście z nimi do czynienia oraz czy stosowałyście inne kuleczki. Jeśli tak, jakiej firmy?


Buziaki

Ala





28 października 2014

Czystek czyli genialna roślina;)










Dzisiaj trochę bardziej naturalnie i mam nadzieję ciekawie. Pogoda jakiś czas temu przestała dopisywać i niestety robi się coraz zimniej. Nowy post zainteresuje dziewczyny chcące wzmocnić odporność w tych sprzyjających chorobom momentach;). Ale jak zwykle będzie też trochę o urodowych zastosowaniach, ponieważ roślina, bohater posta może pomóc również w przypadku trądziku.


Mowa tu o Czystku z którego wodę poleciła mi moja znajoma już jakiś czas temu. Później trafiłam na niego w sklepie zielarskim i postanowiłam sprawdzić jak spisze się stosowany wewnętrznie. Obecnie herbata z Czystka to jeden z moich ulubieńców.






Czystek (Cistus Incanus) posiada udowodnione działanie uodparniające, antyhistaminowe (więc może pomóc w wypadku alergii skórnych) ale jego największą zaletą jest jednak obecność polifenoli i działania antybakteryjnego, antygrzybicznego i przeciwwirusowego. Dlatego może być pomocny w walce z trądzikiem, łupieżem, łuszczycą, oraz w wypadku schorzeń spowodowanych mnożeniem się niechcianych bakterii.
Antyoksydacyjne działanie Czystka jest trzykrotnie mocniejsze od zielonej herbaty i ośmiokrotnie mocniejsze niż działanie witaminy C.







Muszę przyznać że herbata z Czystka wyjątkowo mi posmakowała. Zwykle zalewam ją dwa razy, ma przyjemny, lekko kwaśny smak i piękny zapach:). Na pewno posmakuje fanom zielonej i białej herbaty.
Na działanie oczywiście trzeba poczekać a herbatę musimy pić regularnie przez dłuższy okres... Od kiedy po nią sięgnęłam jeszcze nie zdarzyło mi się chorować i mam nadzieję, że tak zostanie. Wywarem często zdarza mi się również przecierać twarz ale obecnie czekam na moją wodę z Czystka, bo ta którą odlała mi znajoma sprawdziła się świetnie.
Na pewno napiszę o niej kiedy tylko się u mnie pojawi bo trochę jej już używałam:).

Wybierając ziele Czystka najlepiej kupić cięte a nie mielone. Producenci dodają bowiem do mieszanek gałązki a kiedy liście są cięte, bez problemu zobaczymy jakiej jakości jest mieszanka. Ja miałam styczność z dwoma firmami i na razie lubię NatVita, ale jeszcze szukam ideału.





Może któraś z Was kojarzy czystka i sama go popija?
Jeśli macie pytania zupełnie nie związane z tematem posta też piszcie!

Buziaki

Ala


27 października 2014

Koreańska pielęgnacja według Eunjung.









Dzisiaj oczekiwany post poświęcony pielęgnacji mojej koreańskiej znajomej Eunjung:). Jest właścicielką Oriental Spoon, miejsca w Krakowie, w którym możecie spróbować prawdziwego koreańskiego Bibimbapu i innych pysznych dań. Kiedy prace nad otwarciem Oriental Spoon trwały, bardzo często tamtędy przechodziłam i codziennie czekałam kiedy wreszcie będę mogła sprawdzić nowe miejsce. Bibimbap oczywiście mnie zachwycił i od tego czasu bardzo często wpadałam do Eunjung i jej męża, stąd właśnie się znamy. 9 lat temu podróżowali po Europie a Polska spodobała im się tak bardzo, że rok później przyjechali do nas by zamieszkać w Krakowie. Rok temu udało im się spełnić marzenie i otworzyć własne miejsce z jedzeniem.

Pielęgnacja Eunjung oczywiście bardzo mnie interesowała, musiałam więc w końcu wypytać ją jak wygląda i jak ma się do pielęgnacji Koreanek mieszkających 'u siebie'. Byłam ciekawa czy korzysta z naszych kosmetyków, czy kupuje koreańskie, jakie jest jej pielęgnacyjne i makijażowe must have... Ale przy okazji zapytałam ją też o parę innych kwestii.


Pomimo małych przeszkód natury językowej udało mi się dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. Niżej możecie zobaczyć o co pytałam oraz to jak ogólnie odpowiadała mi Eunjung.




25 października 2014

6 pędzli, których by mi brakowało.









W swojej kolekcji posiadam 6 pędzli, po które sięgam najczęściej i bez których zdecydowanie było by mi ciężko wykonać większość makijaży. Brak wymienionych pędzli odczułabym zdecydowanie najbardziej i myślę, że na początku przygody z makijażem właśnie w taki podstawowy zestaw należy się zaopatrzyć.

Niżej ulubiony pędzel do podkładów. Głównie mineralnych ale nie tylko, (płynne najczęściej nakładam palcami) bo zdarzało mi się nakładać nim naprawdę wiele produktów. To mój ukochany płaski kabuki flat top Anabelle Minerals, który jest ze mną  już od bardzo dawna (ma już chyba dwa lata:)).
Ciągle spisuje się idealnie i jest w bardzo dobrym stanie.  Jeśli szukacie podobnego pędzla bardzo polecam Wam też kabuki z Hakuro, który jest trochę bardziej zbity i mniejszy, może okazać się  odrobinę lepszy do stosowania podkładów płynnych.

NAJNOWSZY POST O PĘDZLACH NA POCZĄTEK (KLIK).





Niżej ścięty pędzel do różu, o którym powiedziałabym że będzie o wiele lepszy do nakładania bronzera:). Jest naprawdę uniwersalny i nadaje się też do nakładania rozświetlacza w kamieniu, jeśli umiejętnie będziemy operować samym końcem pędzla.

Jeśli nie chcecie kupować dwóch pędzili do różu i bronzera, taki ścięty pędzelek będzie najlepszym wyjściem.







Pędzle do oczu, Zdecydowanie dwoma najbardziej przydatnymi są pędzel kulkowy oraz ścięty. Ten pierwszy nadaje się do podkreślania dolnej powieki, kącika, rozcierania kredki oraz cieniowania załamania.

Drugi pomaga w rysowaniu kreski, podkreślaniu linii wodnej i brwi. Z jego pomocą możemy też zagęścić optycznie linię rzęs.

Te dwa pędzelki z pewnością bardzo pomagają w wykonaniu makijażu.






Ostatnim pędzlem jest pędzel do rozcierania i łączenia cieni. To z pewnością najważniejszy pędzel który pomoże nam stworzyć dokładnie tak wycieniowane przejścia, jakie chcemy.
Moim ulubionym pędzlem do cieniowania jest Sigma E45 oraz drugi, Sigma E25. Jeśli miałabym zdecydować się na jeden, wygrywa mniejszy E45, który oprócz rozmiarów idealnych dla moich oczu, jest jeszcze lekko uformowany w szpic, dzięki czemu idealnie wpasowuje się w załamanie.






Pędzle które nie są tak nieodzowne ale również bardzo je lubię to pędzel do cieni Anabelle Minerals oraz Bobbi Brown,  które często służą do nakładania bazowych cieni, które wymagają mocniejszego przyciskania do powieki. Czasem nakładam bazowy cień pędzlem do rozcierania, ale te które lubią się obsypywać muszę dociskać a tutaj najlepiej sprawdzają się właśnie takie twardsze pędzle.
Właściwie oba pełnią taką samą rolę i stosuje je wymiennie, więc liczę je jako 'jeden typ':)





Jestem ciekawa ile z Was radzi sobie bez pędzli... A jeśli posiadacie ich bardzo niewiele, które są Waszymi ulubieńcami.

Bez jakich pędzli nie wyobrażacie sobie wykonywania makijażu? A może jest tu ktoś kto ma bardzo pokaźną kolekcję?

Buziaki

Ala


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.