Meteoryty to w świecie kosmetyków kolorowych jedne z bardziej luksusowych i cieszących się najlepszą sławą. Doczekały się mnóstwa podróbek i naśladowców, wiele firm ma rozświetlające kulki w swojej ofercie. Ceny są wysokie, jakiś czas temu Guerlain wypuściło na rynek nową wersję. Kuleczki są mniejsze, pojemność również trochę mniejsza, cena niestety została bez zmian. Za zmniejszaniem objętości opakowania na pewno przemawia fakt, że nawet obecnie ciężko kuleczki zużyć, szkoda jednak, że cena również nie poszła w dół. Po sprawdzeniu wielu tańszych wersji musiałam skonfrontować je z oryginałem.
Posiadam Medium czyli trójkę. Zastanawiałam się jeszcze nad Ore, ale był dla mnie zbyt ciemny, niestety w ofercie nie mamy wersji która była by idealna dla oliwkowych dziewczyn. Z mojego opakowania musiałam wyciągnąć właściwie wszystkie różowe kulki, bo zdecydowanie nie pasowały do odcienia mojej cery. Teraz jest już ok i kuleczki nie sprawiają że moja cera zmienia odcień na różowy.
Mamy tutaj fiolet, dwa odcienie cieliste, róż, perłę i żółty. Róż jest lekko opalizujący, żółty i fiolet to najbardziej matowe kulki, cieliste odcienie szampana zawierają drobinki. Różnicę dobrze widać na zdjęciu niżej.

Opakowanie jest oczywiście bardzo ładne, choć akurat jeśli chodzi o nie, byłam odrobinkę zawiedziona. Wcześniejsze wersje wyglądały na bardziej dopracowane.
Na szczęście tym razem w opakowaniu mamy wygodny w czyszczeniu puszek, którym możemy nałożyć puder i akurat dobrze się sprawdza.
Zapachu nie lubię ale to kwestia indywidualna:). Kojarzy mi się trochę ze starymi pudrami mamy i cioci.
Najczęściej nakładam puder przy pomocy pędzla do różu lub nawet flat topa, którym lepiej dociskam produkt do skóry.

Przejdźmy do sedna;). Czy Meteoryty to faktycznie tak genialny kosmetyk i czy jest wart swojej dość wygórowanej ceny?
Chyba będę musiała ostudzić trochę atmosferę i podejść do fenomenu kulek z mniejszym zachwytem.
To nie tak, żebym była z nich wybitnie niezadowolona czy nimi zawiedziona. Lubię ten kosmetyk i pewnie będzie mi go troszkę brakowało kiedy się skończy, ale nie ze względu na efekt, ale raczej samą przyjemność używania;).
Wiem, że kuleczki mają wiele zagorzałych wielbicielek. Ponieważ sama 'wyłożyłam' na nie całkiem sporo gotówki, również bardzo chciałam aby uczyniły cud na mojej twarzy. Ale mówiąc szczerze, efekt jest całkiem normalny.

Ok, faktycznie, jeśli na co dzień jesteśmy przyzwyczajone do klasycznych pudrów a szukamy czegoś z lekkim efektem rozświetlenia raczej w klasycznych drogeriach, Meteoryty mogą okazać się strzałem w dziesiątkę. Jeśli jednak mamy doświadczenie chociażby z rozświetlającymi podkładami i pudrami mineralnymi, kuleczki nie zrobią na nas aż tak powalającego wrażenia. Przynajmniej tak właśnie było u mnie.
Choć lubię efekt jaki dają i bardzo mi się podoba, to nie mogę powiedzieć by był o wiele lepszy od tego jaki uzyskuje z Flawles Silk Powder Lily Lolo czy rozświetlającym Anabelle Minerals. Działa i wygląda trochę inaczej, bo w wypadku kulek mamy różne rodzaje świecenia, ale całość nie jest ani o wiele bardziej powalająca ani niesamowita ani znacznie lepsza. Jest za to lepsza niż Mineralize Skinfinish Maca, puder rozświetlający Smashboxa, bo jest bardziej subtelna.
Jest trochę inna ale ciągle nie mogę powiedzieć by był to efekt 'wow'. Tak samo lubię rozświetlające minerały i osoby postronne, spytane za bardzo nie były w stanie rozpoznać po której stornie 'leżą' Meteoryty.
Niezależnie od tego czy byli to mężczyźni czy kobiety, nawet po wtajemniczeniu było ciężko. Wy pewnie też będziecie miały problemy z rozpoznaniem po której stronie znajdują się Meteoryty...
Zbliżenia to jedyna opcja na ocenę zajęciową- z daleka nie ma na nią szans;)

Wtajemniczone znajome zgadywały po uprzednim dokładnym lustrowaniu mojej skóry z bliska.
Ja oczywiście wiedziałam która strona powinna prezentować się lepiej... To pokazało mi, że widzę trochę więcej niż inni i być może efekty nie są aż tak oczywiste czy powalające;). W ramach ciekawostki- po prawej rozświetlający Anabelle.
Teraz wiem, że po rozświetlającym pudrze nie powinnyśmy spodziewać się niczego więcej niż to, co sugeruje nazwa. Nie nastąpi żadne spektakularne odmłodzenie skóry. Za to mogę potwierdzić, że Meteoryty delikatnie łagodzą rysy i sprawiają że wydają się bardziej hm... subtelne, miękkie:).
Płacimy więc za markę, za opakowanie i za to, że żaden stworzony na jego podobieństwo produkt nie da nam takiego efektu. Sama sprawdziłam chyba z 6 podobnych kulek, zaczynając od Lioele na Avonie i Veronie kończąc. Właściwie nic nie jest bliskie efektowi jakie dają Meteoryty.
Na pewno jest to jeden z lepszych produktów rozświetlających z jakimi się spotkałam.
Powiedziałabym że będzie w pierwszej piątce, co nie zmienia faktu, że cena jest mocno przesadzona i spokojnie mogłybyśmy płacić za nie o połowę mniej. Kosztują bowiem ponad 250zł i jeśli już chcemy się w nie zaopatrzyć, najlepiej jest czekać na promocje, wykorzystywać rabaty lub szukać ich na lotniskach w strefie bezcłowej:).
Za kulkami przemawia też fakt, że jeśli nie chcemy kupować minerałów na odległość, są najlepszym wyjściem. Właściwie ciężko mi podać sensowny odpowiednik kulek (lub kosmetyk dający lepszy efekt), który możemy kupić stacjonarnie.
Jestem ciekawa czy miałyście z nimi do czynienia oraz czy stosowałyście inne kuleczki. Jeśli tak, jakiej firmy?
Buziaki
Ala
















