18 lipca 2019

IDEALNA ORGANIZACJA... nie jest taka fajna?:D







Zawsze myślałam, że maksymalna organizacja ułatwia życie. Ostatnio jednak zastanawiam się, czy nie przyczyniła się do większego udręczenia niż to, które mogłabym odczuć w wyniku całkowitego braku organizacji:D

Zawsze byłam totalnie niezorganizowaną osobą. Powiedziałabym, że trochę lekkoduchem, lubiłam odkładać rzeczy na ostatni moment, improwizować. zawsze jakoś to było, szczególnie na studiach.
W pewnym momencie zdałam sobie z tego sprawę- bądź co bądź taki brak organizacji i chaos powodował u mnie duży stres w sytuacjach podbramkowych.
Teraz mam za to wrażenie, że obecny poziom zorganizowania powoduje u mnie stres permanentny:D



W końcu wzięłam się za siebie- postanowiłam pracować nad sobą i lepiej organizować swoje dni, bo kiedy zaczęłam pracować, już pod koniec studiów, to oczywiście wszystko musiało się zmienić.
Z czasem doszłam w planowaniu do perfekcji- nie traciłam czasu, niemal każda moja minuta była zaplanowana a dzień wypełniony zadaniami które musiałam wypełnić.
Na początku wszystko było super- biorąc pod uwagę ogrom tej zmiany, byłam nawet z siebie dumna, bo zwykle unikałam i odwlekałam wszystko co mogłam, a tu taki sukces:D


Dostrzegam oczywiście ogromne plusy i zalety planowania jakie wprowadziłam, wiem że pomogło mi to osiągnąć wiele rzeczy i często bardzo ułatwiało życie. Wiadomo, że skrajności nigdy nie są dobre, ale w tym wypadku trochę ciężko się oprzeć bo nie raz idealna organizacja trochę ratowała mi dzień.


Teraz po 10-ciu latach zastanawiam się, czy to faktycznie jest takie fajne. Ostatnio kiedy byłam w Wawie na sesji, trochę się na tym złapałam:


Jestem więc w tej warszawie i już myślę czy zdążę na pociąg XY tak, by nie czekać. Ustawiam wszystko, nawet mam już w głowie mapę stacji razem z miejscem, gdzie mogę kupić coś do jedzenia na drogę. I wszystko tak pięknie przebiega, że aż miło patrzeć, tylko ja trochę psuje ten obrazek bo lekko lecę z jęzorem na brodzie:D Bo muszę jak najszybciej wrócić do domu, bo każde 20 minut to w sumie kupa czasu i ile jeszcze wtedy zdążę zrobić.
Istnieją jednak ludzie (widziałam i znam takich- może to któraś z Was?), którzy nie patrzą o której mają pociąg powrotny. Idą sobie na tę stację powoli, wchodzą do 10-ciu sklepów po drodze (może nawet, o zgrozo, pogadają ze sprzedawcą!) na miejscu stwierdzają, że pociąg przed chwilą odjechał ale to żadna strata, bo za dwie godziny jest następny, więc jeszcze mają dużo czasu na zwiedzanie. Trochę pospacerują, posiedzą nic nie robiąc i czekając. Ci szczęśliwsi mają książkę, nie odpisują na maile, nie piszą niczego do pracy.
Ja w tym czasie ( o ile nie dostałam zawału serca, bo pociąg odjechał) robię 10 rzeczy do pracy i teoretycznie potem czuję jakąś ulgę z powodu rozprawienia się z tym co miałam zrobić, ale zawsze stwierdzam, że wolnego czasu jako takiego za bardzo nie zyskałam, bo i tak mam coś jeszcze zostało.
Tamci ludzie też następnego dnia mają pracę, jakieś tam rzeczy które powinni byli zrobić na wczoraj ale rozumiecie, mentalnie ich to jakoś aż tak nie rusza.

Albo lepiej-
Znacie coś takiego?

Wasz dzień jest zaplanowany i rozpisany na kartce od rana do wieczora, w odpowiedniej kolejności (zwykła lista rzeczy do zrobienia to za mało:D) ustalonej tak, by udało się zrobić parę rzeczy za jednym zamachem.

W supermarkecie macie wyznaczoną trasę tak by zabrać wszystko ale po kolei, od początku do końca za jednym przejściem, aby nie musieć krążyć i tracić czas? (mój facet potrafi kręcić się w sklepie godzinę w tę i z powrotem jak w labiryncie:D)

Kiedy jedziecie w tramwaju już ogarniacie rzeczy do pracy.

Odpisujecie na każdy mail z telefonu od razu, żeby mieć to z głowy a kończy się na tym, że macie wrażenia odpisywania cały dzień:D

Kiedy gotujecie, równocześnie robicie 100 innych rzeczy, zamykacie nogą lodówkę, mieszając sałatkę z maseczką na twarzy i olejem na włosach.

Jeśli już jakimś cudem obudzicie się przed budzikiem ale wiecie, że nie zaśniecie, zawsze wstajecie i ogarniacie mieszkanie bo samo leżenie to strata czasu:D


…. i pewnie dziewczyny które mają dzieci mogą dopisać jeszcze tysiąc perfekcyjnych przykładów:D

O boże, ale jeśli nikt tak nie ma to będę się czuła jak ufo:D

(Zastanawiałam się czy to nie jest jakaś odmiana pracoholizmu (może) albo perfekcjonizmu ale raczej niekoniecznie, bo zupełnie nie mam problemu z tym aby zrobić coś na pół gwizdka, nie wszystko co robię musi być najlepsze czy idealne i zwykle zadowalam się takim dobrym minimum).





Mam przyjaciółkę, która zawsze się spóźnia. Zwykle godzinę bo musi się jeszcze umyć i pomalować.  I jej to jakoś szczególnie nie przeszkadza (ja zawsze wliczam to spóźnienie kiedy się z nią umawiam) mam wrażenie, że nie czuje z tego powodu żadnego stresu. Ja nie mogę się spóźnić. Potrafię przyjechać 20 minut wcześniej, zupełnie w proszku, byle tylko ktoś nie musiał na mnie czekać:D W pewnym sensie zazdroszczę tej cechy mojej przyjaciółce, choć na początku doprowadzała mnie do pasji.

Czasem wydaje mi się, że rzeczy zapisane na kartce wyglądają jeszcze gorzej:D
Fajnie jak można coś sobie poskreślać-to jakiś plus. No i jak tu nie zapisywać, kiedy mam wrażenie, że bez tego wszystko staje się tak chaotyczne że finalnie zapomnę o połowie tych rzeczy!

Tak sobie dla dobra tego posta trochę zwaliłam winę na organizację, ale myślę że sprawa jest bardziej skomplikowana a wszystko tylko w tym się objawia.

Jednak głównie jestem ciekawa jak jest u Was, jak organizujecie czas, czy Wam to pomaga czy Was to męczy, jak czujecie się z dużą ilością zadań i pracy.


Dajcie znać!

Buziaki

Ala

P.S. Rozwiązanie konkursu MIYA już jest w tamtym poście:))



32 komentarze:

  1. Mnie taka organizacja zamęczyła by na śmierć. Nie znoszę presji czasu. Życie jest zbyt krótkie, żeby nie zdążyć się nim nacieszyć. Nie żebym miała się wszędzie spóźniać, ale musi być jakaś równowaga. Żadnych map ani plannerów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie jestem sama:D ale długo dałam rade:D

      Usuń
  2. Wiesz co? Pisałam kiedyś o tym u siebie na blogu. Pozwolę wrzucić linka, żeby się niepotrzebnie nie powtarzać - https://www.vexgirl.pl/2017/03/kolejny-piekny-nikomu-niepotrzebny.html. Ta cała moda na planowanie zupełnie do mnie nie przemawia, planowanie wręcz zabierało by mi czas :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Cię doskonale. Też kiedyś byłam zupełnie niezorganizowana (Btw też skończyłam studia artystyczne :)), nawet system dnia i nocy u mnie kompletnie nie działał 🙈
    Ale jako zodiakalna panna mam jednak chyba w sobie ten perfekcjonizm. Od kilku lat jestem niemal idealnie zorganizowana i wszystko o czym piszesz (ścieżka w supermarkecie itd) jest mi totalnie znajome. Moim zdaniem kluczem jest uwzględnianie wolnego czasu w swoim planie dnia. A także czasu na powolny spacer na dworzec, czasu na leżenie z maseczką na twarzy, czasu na marzenia własne 😊
    To takie zorganizowane niezorganizowanie 😁
    Uściski! Anne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojeju dzięki! haha jednak ktoś jeszcze zna problem ścieżki w supermarkecie:D wolny czas to zdecydowanie coś na czym będę się skupiać:**

      Usuń
    2. Zgadzam się z Anonimową. Myślę, że złotym środkiem jest wplecenie w grafik, jak to ładnie nazwała 'zorganizowanego niezorganizowania', żeby czasem zwolnić tempo. Dużo fajnych rzeczy o organizacji znalazłam na blogu Marcina Iwucia(gość pisze o finansach, ale wiele też o podejściu do życia i można to na wiele aspektów przełożyć). To co jest priorytetowe do osiągnięcia ważnego dla nas celu powinno być zorganizowane, ale rzeczy mniej ważne mogą toczyć się bardziej spontanicznym rytmem.

      Usuń
  4. Cześć, czy mogłabyś polecić jakieś suplementy pomocne w walce z przebarwieniami potrądzikowymi? oprócz tych, które już opisywałaś, czyli astaxantyny i glutatiotonu:) Z góry dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Alino,
    jest Pani osobą twórczą, ma Pani osobowość artystyczną. Tacy ludzie nie powinni być wciskani w ramki i przegródki.
    Rozumiem: zorganizowanie, punktualność. Nie przepadam gdy ktoś się spóźnia i gdy ja się spóźniam, a zdarza mi się, bo źle szacuję czas i czasożerność czynności. Niepunktualność jest dla mnie oznaką braku szacunku.

    Wielozadaniowość też mam, ale przy prowadzeniu domu i byciu matką to chyba nic dziwnego, służby nie ma, by delegować zadania.
    Nie znoszę czekania godzinę, dwie na kolejny pociąg. Za mnie nikt moich obowiązków nie zrobi.

    Numer w tym, że mój kochany twórczy umysł odpoczywa i wymyśla najlepsze rzeczy przy nicnierobieniu, pracy fizycznej, a i życie nieraz nauczyło mnie pokory , bo robota z 3 godzin zamieniła się na ośmiogodzinną żmudna dłubaninę z nerwowymi poprawkami w nocy.
    Żyjemy w paradygmacie biznesowym. To nie mój paradygmat . Moje małe ja musi mieć czas na kontakt z grafiką, sztukami pięknymi, na spokojne patrzenie, słuchanie, chłonięcie, refleksję, a nie 5 minut na jeden drzeworyt. Owszem, jestem zadaniowcem, ale to nie pomaga mi w spokoju i smakowaniu życia.
    Pozdrawiam nieumalowana (to strasznie czasochłonne!) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć Alinko czy w związku z sezonem ślubnym przygotujesz jakiś tutorial na makijaż ślubny? Szukałam u Ciebie na blogu delikatnego makijażu ciepłego karmelowego czy brzoskwiniowego podkreślającego urodę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju, za dużo, zaa bardzo, a gdzie miejsce na luz? Nie potrafiłabym tak żyć. Owszem, mam zaplanowanych kilka rzeczy, które muszę (a raczej chcę) zrealizować, ale to tyle. Bez presji, bez spiny. Trzeba mieć czas na słodkie lenistwo i obejrzenie całego sezonu serialu w jeden weekend (taki czas też się przydaje). ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj zbyt duża organizacja to brzmi strasznie. Owszem pociąg mam zaplanowany i w pociągu odpowiadam na maile, zaplanowany mam również czas na pracę, lekarza i badania, część spotkań ze znajomymi. Jednak to wszystko. Reszta często wypada spontanicznie. Innym razem coś planowanego nie wypali i sądzę, że u osób przesadnie zorganizowanych grozi zawałem :D .


    Mam przyjaciółkę, która ciągle się spóźmia, a ja dostanę szału. Kiedyś specjalnie ja się spóźniłam, a ona akurat nie - ojjj przepis na dramę gwarantowany.

    OdpowiedzUsuń
  9. Organizuję tylko to, co muszę. Podróże zawodowe mam zawsze dobrze zorganizowane, szczególnie te dalsze, zakupy też (nienawidzę zakupów, więc staram się, żeby ten uciążliwy obowiązek trwał jak najkrócej). W pracy jestem perfekcjonistką, wolę zrobić jedną rzecz idealnie niż 10 dobrze i tutaj organizacja polega na tym, że staram się trzymać jako takich godzin pracy i odpoczynku. A do reszty podchodzę zupełnie spontanicznie, organizacja i jakakolwiek presja odbiera mi przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam tak samo - po pracy natychmiast wracam do domu (nawet, jeśli nie mam nic do zrobienia. Ta "przypadłość" jest ze mną praktycznie od momentu, w którym zaczęłam chodzić sama do szkoły), perspektywa spóźnienia się na spotkanie również napawa mnie dużym stresem. :D
    Nie wiem, czy Ty też tak masz, ale jak mam coś do zrobienia (a nie mogę tego odłożyć na później, typu egzamin) - to nie umiem cieszyć się z wolnego czasu, bo przecież mógłby być "lepiej" wykorzystany. Jednocześnie nic nie robię. Powoduje to tylko tyle, że ani nie wypoczywam w pełni, ani nie przygotowuję się porządnie do zadania...

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Cię za umiejętność faktycznego wykonywania zaplanowanych zadań:) U mnie czasami jest tak, że zaplanuję sobie sporo czynności, ale uda mi się wykonać tylko część z nich. Ostatnio planuję/wypisuję kilka priorytetowych spraw, które muszą zostać odhaczone danego dnia, a resztę wpisuję jako rzeczy do zrobienia w ciągu bieżącego tygodnia, miesiąca. Jeśli da radę je zrobić danego dnia, to super, jeśli nie, świat się nie zawali, przełożę je na inny dzień. Lubię wiedzieć co mam dokładnie zrobienia w danym okresie, ale bez sztywnego rozpisywania tego na godziny. Potrzebuję w pewnym sensie swobody, nie lubię mieć zaplanowanej każdej minuty, inaczej nie czuję że żyję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też tak miałam i mam dziecko (ale sorry tatusia też ma - równouprawnienie a co 😉), ale właśnie jak moja córka stawała się coraz większa stwierdziłam, że zbyt wiele mnie omija i nie można wszystkiego tak serio traktować - bałagan czy 5 maili nie ucieknie 😁

    OdpowiedzUsuń
  13. O mój bożę, tyle razy próbowałam się zorganizować, ale to kompletnie nie dla mnie xD O ile na studiach, czy w liceum potrafiłam coś zaplanować i ogarnąć większość swoich spraw, tak teraz(im jestem starsza)coraz gorzej mi to wychodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga Alinko mam pytanie odnośnie suplementacji podczas trenowania. Jakie suplementy przyjmujesz? :)
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Alinko droga! Na Twoje problemy nie umiem nic doradzic. Ale tak mi sie milo czytalo tego posta. Po ok 6 latach czytania Twoich porad poczułam że udalo mi sie poznac Cie troche lepiej, a zza tego tekstu wylonila sie prawdziwa dziewczyna z sąsiedztwa, a nie chodzacy ideał (sorry, wygladasz idealnie na zdjeciach). Pozdrawiam Cie serdecznie i sciskam! Kasia:*

    OdpowiedzUsuń
  16. Ścieżka w supermarkecie? Ja spisuję listę zakupów zgodnie z układem alejek... Chyba muszę się leczyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha 😂
      Dobre !
      Muszę kiedyś spróbować 😉

      Usuń
  17. Ja też to znam. Od ostatnich klas podstawówki do liceum,poczatku studiów byłam niesamowicie zorganizowana co do minuty miałam wszystko zapisane. Dzięki temu byłam świetna uczennica o wszystkim pamiętałam, o zadaniach, sprawdzianach, konkursach, świetnie zdałam maturę. No ale na studiach ta organizacja szła coraz bardziej w las, a obecnie (już dawno po studiach) nie wiem co to planowanie czegokolwiek. Na początku potwornie cierpiałam odchodząc od planowania, obecnie już nie potrzebuje planu, co zrobię to zrobię :) a czego nie to nie :) jakoś wyroslam z tego. Pozdrawiam. Zresztą czy coś zrobię czy nie to i tak bez znaczenia. Bo kto będzie na to patrzyl tak z perspektywy czasu czy ja dałam z siebie 100% czy tylko 50% :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja planuje swój czas i osiagam cele

    OdpowiedzUsuń
  19. Praca w korporacji uczy zorganizowania i unikania okrężnych dróg do celu. Już sama z siebie, od zawsze, miałam wszystkie zadania na dany dzień wypisane na kartce, ale praca w korpo dodatkowo wzmocniła potrzebę planowania wszystkiego. W swoim życiu doczekałam nawet tego, że zbyt wolne mówienie rozmówcy doprowadzało mnie do szaleństwa. Od jakiegoś czasu daję sobie trochę wytchnąć, usiąść i nic nie robić, nadprogramowo poleniuchować, chociaż ciągle jeszcze nie potrafię pospać dłużej w weekend :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej! Też tak mam/ miałam do momentu jak urodziłam córeczkę. Do pewnego momentu to dążenie do perfekcjonizmu się sprawdziło, ale później zaczęło mnie frustrować. Byłam ciągle zmęczona i w złym humorze, bo przecież jak mogę nie zrobić wszystkiego co zaplanowałam w ciągu dnia? Wydaje mi się, że musimy dać sobie prawo do bycia nieperfekcyjnym, do nie robienia czegoś wiecznie na siłę, gdyż psychicznie jest to wykańczające.Ania

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mysle, ze to dosyc stresujace jest. Fajnie miec zaplanowane co sie robi dzis, jakies schematy dzialania, wielozadaniowosc, ale co jak bedzie wypadek na trasie pociagu i czekanie 2h np.Plan sie sypie-frustracja narasta. Trzeba cieszyc sie chwila.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja staram sie byc zorganizowana, robic listy, planowac "droge na miescie" po to wlasnie by zyskac czas wolny. Różnie mi to wychodzi ale staram sie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. U mnie sposób planowania dnia zmieniał się na przestrzeni lat. Ostatnio działam według takiego klucza że, przeanalizowałam jakie są moje najważniejsze wartości w życiu o wyszło mi: Bóg, Ja, Mąż, Rodzina i przyjaciele, domowe życie, podróże i praca. A potem planując miesiąc czy tydzień staram się jakoś zachować balans między tymi rzeczami i działać według priorytetów. Nie planuję szczególowo każdego dnia. Mam wrażenie że takie myślenie często o tym co będę robić za godzinę i w jakiej kolejności zabiera mi radość i świadomość chwili obecnej. A poza tą chwilą nie mam nic innego. Wierzę Alinko że znajdziesz sposób planowana, który sprawi że będziesz czuła zadowolenie i szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  24. Według mnie to zależy od podjeścia do życia. Skoro twoje ci przeszkadza to czas je zmienić. JA jestem osobą opisaną w pierwszy przykładzie, zawsze wiem kiedy wrócić i wgl. Dla mnie jest to komfortowe, żyje mi się lepiej. W innych kwestiach jestem lekkoduchem, ale po prostu nie lubię marnować czas czasu na czekanie na komunikacje miejską.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czasem coś planuję na jakiś czas, ale trzymam do tego pewny dystans, zeby było mi wygodniej. Co do spóźniania, to sama bardzo tego nie lubię i wolę być punktualnie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mogę spytać skąd planer ze zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
  27. Całe życie na spontanie ;) I chciałabym bym trochę bardziej zorganizowana...

    OdpowiedzUsuń

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Hej hej! Fajnie że jesteś!

Napisz co najbardziej Cie zaciekawiło- jeśli masz pytania pisz koniecznie.
Jeśli nie dostałaś odpowiedzi przypomnij mi od najnowszym postem, czasem coś przeoczę :) ❤️❤️

Jeśli wiesz, że możesz pomóc innej czytelniczce, będziemy wszystkie bardzo wdzięczne! ❤️❤️

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.