Zaczynamy tydzień naturalnej
pielęgnacji- od dziś na blogu codziennie będą pojawiać się
posty z przepisami, sposobami czy zagadnieniami związanymi właśnie
z naturalną pielęgnacją twarzy, ciała i włosów:)
Wyjechałam do mojego domu na wieś i
postanowiłam zrobić sobie i mojej skórze zupełny detoks od
kosmetyków.. Szczególnie zależy mi na skórze twarzy więc więzłam
ze sobą tylko olejek arganowy, który i tak zamierzam aplikować
rzadko... Chcę dać mojej skórze szansę aby znów zaczęła sama
dbać o siebie raczej skupiając się na odpowiedniej diecie. Jedyny
krem jakiego używałam został w domu i muszę powiedzieć że wcale
za nim nie tęsknie- w kwestii twarzy robimy wielki powrót do
natury. Krem i tak w sumie poprawiał tylko... samopoczucie:)
Jeśli macie ochotę na mały eksperyment również możecie odstawić kosmetyki, lub jakąś ich część- wiem że to trudne ale jestem ciekawa z czego w pierwszej kolejności mogłybyście zrezygnować a z czym było by sie najtrudniej rozstać:)
Co chciałabym robić?
- Przestać używać podkładu, różu, korektorów... w skrócie nie aplikować na buzię zupełnie niczego.
Nie wiem jak mi się to uda bo ciągle
chciałabym przygotować jakiś makijaż, ale będę bardzo się
starać.Zostaje tusz i 'burakoróż":). Niech buzia trochę odetchnie... może uda mi się
przedłużyć to postanowienie na wakacyjny wyjazd.
Chciałabym
trochę zapomnieć o skórze twarzy:D Tak naprawdę zbytnie
doglądanie, oglądanie, dotykanie w ciągu dnia nie służy ani
skórze ani naszemu samopoczuciu- fajnie jest na chwile odpuścić i
przestać przejmować się naszą buzią:)
- Nie wcierać w ciało żadnej chemii. Kremy, balsamy, żele, wszystko idzie w odstawke. Mam tydzień na to aby nie wchłaniać kompletnie niczego co pochodzi z klasycznych smarowideł... Bez zmian zostaje tylko pielęgnacja włosów- choć poeksperymentuje z myciem ich mydłem Alep- kiedyś nie za bardzo mi się to spodobało ale w sumie, czemu nie?:)
- Zjadać głównie smakołyki z własnej działki. Sałata, truskawki, groszek, kalarepa, rukola i szpinak rosną w moim ogródku i zamierzam ukrócić ich spokojny żywot! Tydzień to idealny czas na mały surowy detoks i odpoczynek od krakowskiego klimatu:) Straszyrz mnie tylko zaskroniec, mieszkający obok grządek, ale mam nadzieję że będzie bał sie bardziej niż ja:)
Jak już pisałam pielęgnacja włosów
zostaje bez zmian- szampon, woda brzozowa, odżywka.
Dziś mam dla Was pierwszy przepis-
tym razem na delikatny peeling dla skóry wrażliwej. Wiem że wiele
z Was używa mleka jako toniku i widzi fajne rezultaty- chciałam
więc tym dziewczynom dedykować kolejny sposób pielęgnacji oparty
na mlecznym produkcie:)
Jeśli macie jakieś pomysły co do tematyki przyszłych postów piszcie koniecznie:)
Czego potrzebujemy?
Dużej łyżki białego serka- może to
być serek wiejski, albo taki kupiony od babci na bazarku- im
bardziej naturalny tym lepszy ale sklepowy również jest ok:)
Łyżki brązowego (lub zwykłego)
cukru.
Małej łyżki miodu.
Jeśli serek jest raczej suchy możemy
dodać odrobinę wody i rozetrzeć go widelcem na talerzu aż zrobi
się z niego w miarę gładka papka. Dodajemy miód, mieszamy i na
sam koniec dodajemy cukier.
Peelingo- maseczkę nakładamy na buzię
i delikatnie masujemy. To co zostało możemy zostawić na 10 minut
na skórze a potem spłukać.
Skóra będzie delikatnie złuszczona,
odświeżona, wygładzona i miękka:) Wszystko najlepiej robić na sam koniec kąpieli.
Taki peeling mogą stosować też
dziewczyny z problemami naczynkowymi, bo cukier w mieszance nie drapie
a drobinki sera są super mięciutkie i sprężyste, masują skórę
naprawdę miło:) Trochę jest z nim paprania- jak to z maseczkami ale zdecydowanie warto.
Mam nadzieję że taki pomysł na tydzień pod hasłem naturalnej pielęgnacji Wam sie spodoba i że znajdziecie coś dla siebie:)
Piszcie o czym chciałybyście poczytać następnym razem,
buziaki,
Alina



