W kwestii włosów zawsze intuicyjnie zwracałam sie w stronę pielęgnacji naturalnej. Uwielbiam testować sklepowe produkty, jednak gdy zależy mi na prawdziwej poprawie kondycji moich włosów, sięgam po naturalne środki.
Dziś mam dla Was filmik i post który obiecałam Wam już dawno, dawno temu- dotyczy on ulubionej, w 100% naturalnej maseczki do włósów.
Tam również znajduje sie przepis na maseczkę- ale bardziej skomplikowaną.
Czas pokazał że nieznaczne uproszczenie receptury wyszło maseczce i włosom na dobre- poprzednia wersja była chyba zbyt skomplikowana i naładowana zbyt wieloma składnikami:)
Maseczka o której mówię dziś to esencja składników wzmacniających i nawilżających.
Możemy wykonać ją w całości ze składników, które znajdują sie w naszej kuchni.
Miód- nawilża włosy, sprawia że są miękkie i błyszczące.
Żółtko- nieoceniony sprzymierzeniec włosów- działa pod warunkiem systematyczności: stosuj raz w tygodniu przez kilka miesięcy a włoski są gęściejsze bardziej puszyste i miękkie
Jogurt naturalny- nawilży, nabłyszczy i zmiękczy włosy- wpłynie też dobrze na skórę głowy.
Oliwa lub olej kokosowy- nawilży włosy i nada im blasku:) Zadba o zniszczone końcówki. Jeśli chcemy aby nasza maseczka była bardziej 'luksusowa', dodajmy troszkę oleju arganowego.
Proporcje nie są kluczowe- ja zwykle do żółtka lub dwóch dodaję dwie duże łyżki stołowe miodu, trochę jogurtu naturalnego (nieodtłuszczony! Najlepiej sprawdzał sie Eko Łukta) i dolewam dwie łyżki oliwy.
Lubię kiedy maseczka jest dość leista, bo wtedy mogę pokryć nią większą ilość włosów.
Aplikuję je na włoski w umywalce lub wannie, zwijam w czepek z przeźroczystej folii i owijam głowę ręcznikiem.
Maseczkę trzymam na głowie od 30 minut do godziny.
Maseczkę trzeba spłukiwać letnią wodą- aby żółtko ładnie sie wypłukało.
Przy spłukiwaniu żaden ze składników nie sprawia problemów, a zapach nie pozostaje na włosach- w sumie szkoda bo jest bardzo przyjemny- miodowo- mleczny.
Maseczka wygląda mniej więcej tak:)
Wiecznie jestem na etapie zapuszczania moich włosów i wycinania zniszczonych farbowaniem końców:)
Jak może wiecie niecałe dwa miesiące temu zaczęłam włosową kurację sokiem z natki pietruszki (Alu dzięki!) i dziś mogę Wam donieść że moje picie zielonego soczku przyniosło rezultaty!
Sama sie tego nie spodziewałam, bo zwykle podchodzę do takich rzeczy sceptycznie- zawsze mniej zawiedzionych nadziei:)
Ale pewnego dnia zauważyłam że na czubku głowy sterczy mi gąszcz krótkich włosków (teraz już są całkiem długie). To samo z linią włosów nad czołem- doczekałam sie moich wymarzonych baby hair:)
Teraz widzę że są na całej głowie. Cienkie i delikatne,ale są:)
Strasznie sie cieszę bo przez lata 'gdzieś po drodze' pogubiłam 60% włosów- choć i tak jest ich sporo, wierzcie mi, było ich 3 razy więcej- wyglądało to jak prawdziwa lwia grzywa:)
Teraz po krótkiej przerwie wracam do pietruszki. Moje włosy postanowiłam też pogonić suplementem- chyba jedynym który polecam dziewczynom mającym problemy z włosami. Nazywa sie Gelacet i pomógł wielu dziewczynom w tym mojej bliskiej przyjaciółce, która gubiła włoski po mocnym wybielaniu i farbowaniu.
Jeśli więc nie macie jak przygotować soku z natki (brak sokowirówki) polecam właśnie Gelacet.
Marzę o dłuższych włosach i mam nadzieję że szybko uda mi sie je zapuścić:)
Ostatnio pytałyście kiedy będzie coś do wygrania- i mam miłą wiadomość, bo parę kosmetyków będzie można zdobyć jutro lub po jutrze- z okazji filmiku i posta o najlepszych polskich kosmetykach:)
A może macie ulubione przepisy na maseczki? Stosujecie naturalną pielęgnacje włosów czy wolicie używać produktów sklepowych?
Całuski Kochane!
Alina